ŚPIEWA O MIŁOŚI
źródło: Gazeta Wyborcza
autor: Maciej Chmiel
data: 5.11.93

Trwa europejska trasa koncertowa Whitney Houston, najpopularniejszej na świecie wokalistki. Reporter " Gazety" obejrzał w Berlinie jeden z koncertów rozpoczynających trasę.

Tempo sprzedaży biletów zaskoczyło nawet berliński oddział koncernu płytowego BMG, w którego barwach nagrywa Whitney. Dziennikarze i pracownicy BMG mogli obejrzeć dopiero dodatkowy koncert naprędce dołączony do planu trasy. W ośmiotysięcznym tłumie wypełniającym Deutschlandhalle przeważali widzowie powyżej trzydziestki, wiele osób przyszło z nastoletnimi dziećmi.

Występ Whitney znacznie odbiegał od schematu obowiązującego w rokowym światku. Zwykle długowłosi wokaliści i pokryci tatuażami gitarzyści przemierzają najeżoną zapadniami scenę w konwulsyjnym marszobiegu bądź to znikają pod powierzchnią, bądź pojawiają się nagle w snopach iskier i kłębach dymu. Po koncertach zaś nie przestają być w pracy, zajmując się uwodzeniem nieletnich, konsumpcją kokainy i demolowaniem hoteli. Ten zestaw zachowań jest czytelny i oczywisty, każdy dostaje to, czego oczekuje. Publiczność oczyszcza się z codziennych frustracji obserwując wyspekulowane szaleństwo swoich idoli. Idole odcinają z życia jego pikantny kęs, a szefowie firm płytowych dopisują kolejne zera do bankowych kont.

W przypadku Whitney schemat nie sprawdza się. Jej koncert to spektakl bardzo statyczny. Ubrana w długą, ciemną suknię Whitney przechadza się między muzykami podając kolejne utwory głosem, który recenzet tygodnika "Time" porównał do stradivariusa, a rozbudowany zespół oddaje z sukcesem aranżacje znane z płyt. Trudno też przypuścić, by po koncercie Whitney oddawała się ekscesom. Rok temu Whitney wyszła za Bobby 'ego Brown 'a, czarnoskórego wokalistę, a w marcu przyszła na świat ich córeczka Bobbi Kristina Brown. Whitney opowiada między utworami o tym, jak bardzo jest szczęśliwa żyjąc wraz z Bobby i Bobbi.

Od momentu swego debiutu osiem lat temu, Houston wydała 21 singli. Wszystkie piosenki z tych singli, poza jedną dotyczyły miłości. Był tylko jeden wyjątek - "Star Spangled Banner" - amerykański hymn zaśpiewany przez Houston w 1991 roku przed finałowym meczem Super Bowl. Tytuły pozostałych mówią za siebie: "Dajesz mi dobrą miłość", "Chcę tańczyć z kimś kto mnie kocha", "Zawsze będę cię kochać".

Nostalgiczne piosenki nie wymagają tanecznych popisów na scenie. Houston stawia na magiczną siłę swego głosu i wygrywa. Od debiutu w roku 1985 łączny nakład płyt Whitney wynosi 60 milionów egzemplarzy. Jej drugi album "Whitney" od razu, gdy ukazał się w Stanach, wszedł na szczyt najlepiej sprzedawanych płyt. Po raz pierwszy taki sukces stał się udziałem kobiety.

Nie koniec na tym Houston jest jedyną artystką której siedem kolejnych piosenek osiągnęło pierwsze miejsce na liście przebojów w Ameryce. Wtej statystyce milionerów Houston wyprzedziła zespoły The Beatels i Bee Gees. Każda z tych grup miała sześć kolejnych "numerów jeden". Popularność Whitney wzrosła jeszcze po filmie "Bodyguard" w którym zagrała rolę piosenkarki chronionej przez Kevina Costnera. Schematyczny scenariusz i wątłe umiejętności aktorskie Whitney nie przeszkodziły filmowi stać się superprzebojem. Wpływy z kin na całym świecie przekroczyły 400 milionów dolarów, a Bodyguard jest najlepiej sprzedającym się filmem w dziejach Warner Brothers, producenta tego obrazu. W Polsce Bodyguard obejrzało niemal pół miliona widzów, którzy zostawili w kasach kin ponad 14 miliardów złotych. Tę oszałamiającą popularność film zawdzięcza nie tylko miłosnej intrydze i urodzie aktorów, ale również ścieżce dźwiękowej, zawierającej sześć piosenek śpiewanych przez Whitney.

Płyta Bodyguard weszła do historii jako pierwsza, której sprzedaż w ciągu tygodnia przekroczyła milion egzemplarzy. Tylko w Stanach 9 milionów ludzi kupiło tę płytę, a jej obecność na listach przebojów po 40 tygodniach od dnia premiery oznacza, że wciąż są na nią chętni . Lokomotywą płyty i filmu jest ballada "I will always love you". Można się spierać, czy jest to najpiękniejsza piosenka o miłości. Na pewno jest najczęściej kupowana: 4 miliony egzemplarzy i pierwsze miejsce całym świecie, w tym 14 tygodni na liście amerykańskiej, co jest kolejnym rekordem.

Na koncercie Whitney towarzyszy jedenastoosobowy zespół kierowany przez basistę Rickey Minor. Poza nim grupę tworzy dwóch perkusistów Michael Baker i Bashiri Johnson, saksofonista Kirk Whalum, gitarzysta Carlos Rios oraz grająca na instrumentach klawiszowych para Wayne Linsey i jedyna biała w zespole Bette Susman. W chórkach występują Olivia McClurkin, Alfie Silas, Pattie Howard oraz brat Whitney Gary Houston. On też przejmuje na kilka minut mikrofon, śpiewając Tears in heaven Erica Claptona, gdy jego siostra znika za kulisami, by zmienić suknie na ciemnofioletowy kombinezon z weluru. Pod koniec koncertu temperatura rośnie. - Możecie wstać i zbliżyć się do sceny - przyzywała Whitney. Widzowie opuszczają krzesła ustawione w karne szeregi i podchodzą bliżej muzyków. Pierwsze takty I will always love you i sala rozbłyska (któryż to raz dzisiaj) setkami płomyków z zapalniczek. Koncert kończy się pozostawiając mnie obojętnym na nijaki show sceniczny. Do domu wracam utwierdzony w przekonaniu, ze najpiękniejszy być może głos w muzyce pop skrępowany jest gorsetem gładkich i błahych aranżacji, a komercyjne powodzenie piosenek Whitney pozbawia mnie złudzeń że jej repertuar może wyjść poza zestaw błahych schematów.