W ekskluzywnym, długo oczekiwanym
wywiadzie dla ABC, przeprowadzonym przez Diane Sawyer, Whitney
Houston skomentowała plotki dotyczące między innymi: narkotyków,
jej małżeństwa z Bobby Brownem i związku z ojcem.
Whitney Houston,
która teraz, po wydaniu nowej płyty, ponownie znajduje się w samym
centrum zainteresowania mediów przyznała, że w jej życiu często
pojawiał się alkohol, marihuana, kokaina i różnego rodzaju tabletki.
Jednak na pytanie Diane Sawyer, która z tych używek okazała się
dla niej najniebezpieczniejsza, najbardziej kusząca, wokalistka
przyznała, że największe problemy ma tak naprawdę z... sobą. "To
kwestia decydowania, mojego serca, tego co pragnę, a czego nie" -
tłumaczy artystka. "Nikt mnie nie zmusza do rzeczy, których
robić nie chcę. To moje decyzje. Więc diabeł tkwi we mnie. Jestem
swoim najlepszym przyjacielem, ale także i największym wrogiem.
I z tym właśnie muszę się zmierzyć."
Kwestia narkotyków jest o tyle interesująca, iż swojego czasu media
obiegła wiadomość, jakoby Whitney Houston zakupiła używek za sumę
730 tysięcy dolarów.
Piosenkarka zajęła w tej kwestii jednoznaczne stanowisko: "Bzdura! 730?
Chciałabym. Nie, do niczego podobnego nie doszło. Jeśli to prawda, to chciałabym
zobaczyć rachunki od dealera, od którego miałabym rzekomo zakupić narkotyków
za tak wysoką cenę." Krępujących pytań o stosowanie używek nie uniknął
również mąż artystki, raper Bobby Brown. Jak sam wyznał, on i narkotyki nie
są przyjaciółmi. "Kiedyś paliłem często marihuanę, teraz ograniczam ją,
ale żyję pod dużą presja i wciąż jest obecna w moim życiu" - wyjaśnia
muzyk. "Pomaga mi, bowiem zdiagnozowano u mnie psychozę dwubiegunową.
Marihuana utrzymuje mnie na pewnym poziomie." Męża broniła sama Whitney,
która wyznała, że Bobby był katatonikiem, a joint od czasu do czasu pomaga
mu zebrać się w sobie, uspokaja go. Nie udało się jednak muzykowi przezwyciężyć
inklinacji względem alkoholu, mimo, iż w 1995 roku zapowiedział, że nie sięgnie
już więcej po butelkę. Jednak małżeństwo zgodnie przyznało, że związane jest
to po części z życiem jakie wiodą. "Jesteśmy rock'n'rollowcami" -
brzmi odpowiedź na zarzuty o zbyt częste stosowanie używek.
Jednak Whitney
wyjaśniła, iż z upływem czasu człowiek mądrzeje i zaprzestaje czynienia
paru rzeczy. "Razem z przyjaciółmi dobrze się bawiliśmy, ale
kiedy się starzejesz, to pewne rzeczy zaczynasz widzieć inaczej.
Przestajesz szczeniacko się zabawiać" - komentuje Whitney. "Nie
miałam czasu dorosnąć, nie miałam czasu na rozrywki. Kiedy miałam
dwadzieścia parę lat nawet nie chodziłam na randki. Było ciężko.
Może dlatego później powiedziałam sobie: 'No cóż, to chyba zabaluję'.
Obudził się we mnie buntownik." Jednak na pytanie czy Houston
uważa, że jest od czegoś uzależniona, wokalistka przyznała, iż
jedynie w tych kategoriach rozpatruje uprawianie miłości. "Nie
lubię myśleć o sobie jak o kimś z nałogami. Mam pewne przyzwyczajenia,
z których mogę zrezygnować" - dodaje.
Nic więc dziwnego, że kategorycznie zaprzecza, jakoby cierpiała na anoreksję
lub bulimię. "Powiedzmy to sobie szczerze. Nie jestem chora. Zawsze
byłam chudą dziewczyną. Nie zamierzam kiedykolwiek przytyć" - komentuje
piosenkarka, która tłumaczy swój wygląd także naciskami, jakimi poddawane
jest jej życie. "Zawsze musiałam sprostać jakiejś presji. Niekoniecznie
były to narkotyki, ale także rodzina. Zrównoważenie kariery, muzyki, nowych
rzeczy, podejmowanie decyzji, to wszystko jest wyczerpujące emocjonalnie." Wokalistka
przyznała także, że nie może się pogodzić z atakami na jej osobę. "Musiałam
pokonać dużo wrogości, jaka nagromadziła się wokół mnie. Już nie chodzi
nawet o temat narkotyków, ale przede wszystkim o moje występy sceniczne.
Zawsze chciałam dawać z siebie to, co najlepsze i jeśli mi się to nie udawało,
wolałam nie występować" - komentuje wokalistka, która w pewnym okresie
odwołała wiele koncertów. "To nie dlatego, że nie kocham swojej publiczności.
Jeśli nie mogę dać z siebie tego, co najlepsze, to wolę w ogóle nie występować.
Ludzie muszą zrozumieć, że wokalne akordy wydobywane są dzięki mięśniom.
Kiedy one się męczą i mówią mi, że to ja jestem zmęczona, wtedy nie pracuję." Broniąc
się wokalistka zasugerowała, że ilość odwołanych koncertów i grad oskarżeń
jakie wywołało jej działanie, jest nieproporcjonalna do ilości i jakości
albumów do tej pory przez nią wydanych. "Jak wcześniej powiedziałam,
wystarczy spojrzeć na moje płyty, policzyć występy, które dałam w swojej
17-letenij karierze, a liczby same przemówią." Mimo wszystko artystka
przyznaje, że winna jest przeprosiny swoim fanom za odwołane koncerty. "Przepraszam
za to, ponieważ ludzie są dla mnie ważni. Wynagrodzę im to, że przychodzili,
a ja nie zaśpiewałam."
Jak widać życie na świeczniku
jest bardzo trudne dla wokalistki, nic więc dziwnego, że temat
autodestrukcji również pojawił się w wywiadzie. "Nie jestem
osobą, która chce umrzeć. Mam życie i chcę żyć to się nigdy nie
zmieni" - odpowiada Whitney zapytana o częste depresje i zmiany
nastrojów. "Codziennie się modlę. Nie powiem, że co dzień
jestem coraz silniejsza, ale też i nie słabnę. I nie załamię się." Wokalistka
tym samym przyznaje, że złe dni ma już za sobą. "Rozmawiałam
z wieloma osobami, które przechodziły rehabilitację. W dużym stopniu
pomogła im w tym wiara, Bóg. W tych ciężkich dniach wejrzałam w
swoją duszę i zapytałam sama siebie czego mi brakuje?" - tłumaczy
kryzys Whitney. "Brakowało ducha. Wszyscy starali się go ze
mnie wyssać. Teraz czuję się ponownie podbudowana. Mam paliwo i
jestem gotowa do dalszej drogi. Tego będę się trzymać. Jestem wystarczająco
silna, aby stoczyć bitwę" - pewnie odpowiada o ciężkich chwilach
artystka.
Nie tylko wiara jest opoką w życiu piosenkarki. Mimo iż jej życie
osobiste wydaje się być wyjątkowo burzliwe, Whitney wyznaje, że
bardzo kocha swojego
męża i jest dla niej dużym wsparciem. "Nikt nie przypuszczał, że możemy
się związać. Dawali nam sześć miesięcy, a tymczasem jesteśmy razem już dziesięć
lat. Miłość jest tam, gdzie ją znajdziemy, a ja znalazłam ją w nim" -
tłumaczy artystka jednocześnie nie zaprzeczając, że jej związek z Bobby Brownem
nie należy do najspokojniejszych. "Wydaje mi się jednak, że małżeństwo
samo w sobie nie jest burzliwe. A my jesteśmy w centrum opinii publicznej.
Wiele innych par przeżywało cięższe chwile niż my" - dodaje Houston.
Jej obrona związku wydaje
się być o tyle ważna, iż wokalistkę ciosy spotykają od najbliższych.
I tak na przykład firma jej ojca, Johna Houstona, domaga się od
Whitney 100 milionów dolarów odszkodowania za nie dotrzymanie zobowiązań
finansowych. John Houston Entertainment LLC pożyczyła swego czasu
piosenkarce ową kwotę na opłacenie kosztów procesu o posiadanie
marihuany oraz wynajęcie prawników w sprawie negocjacji z Arista
Records. Kłopoty megagwiazdy pop, zaczęły się od tego, jak dwa
lata temu straż na lotnisku na Hawajach zatrzymała jej bagaż, w
którym znaleziono narkotyki. Artystka mimo oskarżenia ojca jest
dla niego bardzo wyrozumiała, tłumacząc, iż nie czuje się zdradzona,
ale mimo wszystko jego postępowanie boli. "Mój 81-letni ojciec
jest bardzo chory. Do postępowania przeciwko mnie namówili go jego
współpracownicy. Ale jakoś sobie z tym radzę i dojdziemy do porozumienia,
ponieważ bez względu na wszystko on nadal jest moim ojcem, a ja
jego córką. Kocham go i wiem, że on kocha mnie" - tłumaczy
drażliwą sprawę piosenkarka, która nie może zapomnieć o wszystkich
tych latach wcześniej przeżytych z rodzicem.
Teraz artystka
jest skoncentrowana na promocji najnowszego krążka "Just Whitney".
Jeśli można o niej powiedzieć coś więcej, to album jest odzwierciedleniem
jej pozycji, jaką osiągnęła w trakcie 17-letniej kariery. "To
płyta o Whitney, która zmierzyła się z sukcesami jak i krytyką.
Jest starszą, dojrzalszą, mądrzejszą kobietą" - tłumaczy sama
wokalistka, która przyznaje jednocześnie, że nie oczekuje już wielkiego
hitu. "Nie odbierzcie mnie źle, chciałabym, aby płyt odniosła
sukces. To fajne, że wypuściło się superprzebój, ale teraz zależy
mi przede wszystkim na nagrywaniu piosenek, które inspirują ludzi.
Kocham muzykę, kocham śpiewać. Nie chcę tej presji związanej z
wylansowaniem hitów numer jeden" - dodaje Whitney. Sama przyznaje,
iż znajduje się na właściwej ścieżce. "Wróciłam do domu, gdzie
wszystko się zaczęło. Nie mogę powiedzieć, że wszystko pójdzie
doskonale, ale jestem bardzo wierzącą osobą i będę się modlić.
Nie ważne jest, co mówią inni, wiem, że jestem dzieckiem Boga,
który mnie kocha." |