Jestem pracującą matką, żoną, artystką i nie zawsze
jest tak słodko, bym była w nastroju do śpiewania "I Will Always
Love You" - mówi Whitney Houston. Jedna z największych gwiazd
muzyki pop, która sprzedała ponad sto milionów płyt, wystąpi 22 sierpnia
w Sopocie. Whitney Houston stała się w latach 80. soulową, wyrafinowaną
muzycznie odpowiedzią na komercyjny sukces Madonny. Wylansowała tak
wielkie przeboje, jak "Saving All My Love For You", "I
Wanna Dance With Somebody (Who Loves Me)" czy "I Will Always
Love You" pochodzący z kasowego filmu "Bodyguard".
Współpracowała i współpracuje z najwybitniejszym producentem i kompozytorem
soul Babyface'em. Jej debiutancki album wydany w 1985 r. tylko w
Stanach Zjednoczonych sprzedał się w nakładzie trzynastu milionów
egzemplarzy. W karierze Houston niebagatelną rolę odegrały delikatna
uroda i intrygujący, niebanalny seksapil oraz elegancja. W porównaniu
z plebejską Madonną była prawdziwą damą, gwiazdą w starym stylu,
choć przecież bardzo młodziutką. W Stanach Zjednoczonych nie bez
znaczenia było pochodzenie Houston. Lepiej sytuowana afroamerykańska
część społeczeństwa nareszcie miało swojego nowego idola, który nie
był symbolem ulicy, nie rapował, nie robił kariery dzięki skandalom.-
Wszyscy wiedzą, kto był wtedy "numer 1" - komentuje nie
bez kokieterii swoją pozycję na przełomie lat osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych. - Mówiąc serio, moje sukcesy były w przemyśle
muzycznym lat osiemdziesiątych precedensem, przetarłam drogę innym
śpiewającym paniom. Można powiedzieć, że byłam swego rodzaju muzycznym
prototypem. Taką rolę odegrała wcześniej w latach sześćdziesiątych
moja ciocia Aretha Franklin, w siedemdziesiątych Chaka Khan. Podobnie
stało się z Barbrą Streisand - wszyscy chcieli brzmieć tak jak ona.
Wcale nie uważam, by było w tym coś złego. Każdy musi kiedyś zrobić
swój pierwszy krok i lepiej, gdy naśladuje najlepszych, niżby miał
brać przykład z drugiej ligi. W moim przypadku taką osobą, z której
brałam przykład, była moja mama, Cissy. Miałam to szczęście, że swoim
sposobem śpiewania wyprzedziła epokę. Dlatego nie boję się porównań
z nią. Nie mogę się też złościć na inne wokalistki, które poszły
moją drogą, jak Mariah Carey czy wiele innych dzieciaków. Muzyka
towarzyszyła Whitney Houston od dzieciństwa.- Pochodziłam z północnego
New Jersay i odkąd pamiętam, chodziłam do kościoła baptystów, gdzie
śpiew odgrywa ogromną rolę. Dorastałam u boku kuzynki Dionne Warwick
i Arethy Franklin obserwując na własne oczy wydarzenia, które przeszły
do historii muzyki. Nigdy nie lubiłam śpiewać jednego gatunku muzyki.
Uważałam, że zamykanie się w jednym stylu odcina nas od najwspanialszej
rzeczy, którą daje muzyka - poznania innych kultury, ras, narodowości.
Zawsze chciałam przekraczać granice, nie tylko muzyczne. Przykuwać
uwagę jak najszerszej widowni. Dlatego mój następny album będzie
płytą country. Odnosząc ogromne sukcesy muzyczne Houston zdecydowała
się na karierę aktorską. W 1992 r. wszedł przebojem na ekrany pierwszy
film z jej udziałem "Bodyguard", gdzie zagrała u boku Kevina
Costnera. Do dzisiaj album z piosenkami do tego obrazu zawierający
sześć piosenek w wykonaniu amerykańskiej gwiazdy ma status najlepiej
sprzedającej się płyty filmowej wszech czasów. Uzyskał nakład 33
mln egzemplarzy. Także wydana na singlu piosenka "I Will Always
Love You" osiągnęła najwyższą sprzedaż w historii tego nośnika.-
Kocham miłosne ballady. Myślę, że piosenka dlatego cieszyła się tak
dużym powodzeniem, że trafiała swym tekstem do serc wszystkich słuchaczy,
bez względu na wiek i płeć - uważa gwiazda. Trzy lata później zaśpiewała
trzy piosenki na soundtracku "Waiting To Exhale" (polski
tytuł filmu: "Czekając na miłość"), który sprzedał się
w nakładzie 10 mln egzemplarzy. Wydany jednocześnie z premierą kinową
album "The Preacher's Wife" ("Żona pastora")
uzyskał status najchętniej kupowanej płyty z muzyką gospel. Houston
śpiewająca główne partie w czternastu na piętnaście utworów oddała
tą płytą hołd swojej mamie i kuzynce Dionne Warwick. W filmie wystąpiła
u boku Denzela Washingtona. Nagrywanie albumów z piosenkami do filmów
sprawiło jednak, że aż przez osiem lat Houston nie nagrała żadnej
studyjnej płyty. Dopiero w zeszłym roku przystąpiła do pracy nad
nowym krążkiem.- Zadzwonił do mnie prezydent Aristy Clive Davis i
powiedział: "Chcemy usłyszeć twoją nową płytę" - wspomina
Houston. - Miałam na to ochotę, ale postawiono mi warunek, że album
ma brzmieć świeżo i ma powstać w czasie sesji, która nie będzie trwać
dłużej niż sześć tygodni. Tymczasem ja bardzo lubię pracę w studio,
nawet jeśli przedłuża się do roku. Nie wiedziałam, co powiedzieć,
więc zadzwoniłam z prośbą o poradę do mamy. Powiedziała mi, że dam
radę. Ta płyta nie zmieniła mnie, jestem tą samą dziewczyną, co kiedyś.
Tylko trochę podrosłam... Na wydanym pod koniec zeszłego roku albumie "Your
Love Is My Love" znalazł się duet "When You Believe" pochodzący
z animowanego filmu "Książe Egiptu", zaśpiewany z inną
czarnoskórą megagwiazdą, Mariah Carey. Obie panie od lat uważane
była za główne rywalki współczesnej czarnej muzyki pop- Jestem bardzo
przywiązana do biblijnej "Księgi wygnania" i to pomogło
mi wczuć się w klimat obrazu - mówi Houston. - Czułyśmy z Mariah,
że mamy podobne potrzeby duchowe, to pozwoliło lepiej się poznać
i polubić. Śmiałyśmy się wspominając o nagłaśnianej w mediach i towarzystwie
rzekomej rywalizacji między nami. Nigdy nie czułyśmy się rywalkami.
Przecież nawet się nie znałyśmy. Teraz zostałyśmy dobrymi przyjaciółkami.
Houston przyjaźni się też z najbardziej obiecującą czarnoskórą gwiazdą
Lauryn Hill, wokalistką tria Fugees, obsypaną nagrodami za swój debiutancki
album na ostatniej gali Grammy.- Mieszkałyśmy w jednym domu w New
Jersey - wspomina Houston. - Poznałam ją, kiedy miała piętnaście
lat. Opuściła właśnie swój zespół Sister Act Two, by przejść do Fugees.
Powiedziałem jej wtedy, że ma niespotykany głosi cokolwiek by zaśpiewała,
będzie z tego hit. Nie da się jednak ukryć, że w tym nieco protekcjonalnym
tonie trzydziestopięcioletniej gwiazdy odnaleźć można cień obawy
o własne miejsce na obecnym rynku. Jak zauważył recenzent "New
York Daily News" Jim Farber, zmienił się on nie do poznania
od czasu, gdy Houston wydała swój poprzedni studyjny album. Stąd
płyta przyniosła muzykę, która nosi piętno najnowszych trendów, przypomina
nieco piosenki Mary J. Blige oraz Brandy. Fakty mówią za siebie -
na płycie wystąpiła gościnnie Lauryn Hill, a współprodukował ją inny
muzyk Refugees, Wyclef Jean.- Cóż, kiedyś zarzucano mi, że śpiewam
soul jak biała wokalistka, teraz mówią, że stałam się wokalistką
hip-hop - odcina się Houston. - Nie jest tajemnicą, że ludzie zrobią
wiele, by utrzymać się w biznesie. Ja nie obawiam się o sprzedaż
moich płyt. Nagrywam na nich wielkie przeboje z wielkimi ludźmi,
a reszta jest w rękach Boga. Prawdą jest, że w muzyce większe znaczenie
ma dziś rytm, rola tekstu zmniejszyła się. Ale nie w moich piosenkach.
Houston udowodniła wielokrotnie, że stać ją na pokorę wobec rzeczywistości.
Może dlatego, że jej życie prywatne nie było ostatnio usłane różami.
Raz po raz w mediach pojawiały się informacje o ekscesach męża wokalistki,
znanego czarnoskórego muzyka Bobby'ego Browna, związanych z nadużywaniem
alkoholu i narkotyków, a nawet pobiciem żony.- Rozmawiałam kiedyś
o tym z Joe'em Pescim, który tak jak ja pochodzi z New Jersey - mówi
gwiazda. - Zyskując sławę i fortunę, utraciliśmy prywatność. Zastanawialiśmy
się, czy dokonaliśmy słusznego wyboru. To nie jest w porządku, gdy
informacje na temat naszego życia prywatnego są sprzedawane za 100
tys. dolarów. Ale po kilku latach małżeństwa można się przyzwyczaić
do takich sytuacji, choć uważam, że ze strony mediów gra jest prowadzona
nie fair. Widzą przecież, że traktujemy małżeństwo serio, wzięłam
ślub z miłości i będę z moim mężem na dobre i na złe. Nie mówię,
że jesteśmy aniołkami, ale nie wychodzimy na ulicę z naszymi problemami,
rozwiązujemy je w domu i nie powinny one nikogo interesować. Gdybyśmy
byli tacy, jak nas przedstawiają media, moglibyśmy stworzyć całkiem
ekscytującą mydlaną operę. Pojawiły się też informacje, że nie tylko
mąż Houston, lecz także ona sama zaczęła brać narkotyki.- Przez ostatnie
dziesięć lat wiele nauczyłam się o życiu. Zdobyłam wiele doświadczeń,
nie wszystko układało się gładko. Ale to wzbogaca tylko moje płyty.
Na pewno jednak nie jesteśmy narkomanami - podkreśla gwiazda. - Inaczej
nie mogłabym pracować w takim tempie, w jakim pracuję. Po prostu
mając tyle występów publicznych żyję w nieustannym stresie, nie jem,
nie wyglądam może zbyt dobrze i ludzie myślą, że coś wzięłam. Nie
ma lepszego sposobu, jak sprawdzić to. Moja mama, która jest bardzo
uczulona na punkcie narkotyków, nigdy nie stwierdziła, bym po nie
kiedyś sięgnęła. Houston, jak wiele gwiazd, zajmuje się działalnością
charytatywną. W 1989 r. założyła The Whitney Houston Foundation For
Children. Każdego roku w Wigilię organizuje przyjęcie dla pozbawionych
opieki maluchów. Odbywa się ono jej rodzinnym New Jersey.- Wspieram
dzieci bezdomne i upośledzone, zarażone wirusem HIV - mówi Houston.
- Jestem matką, córką, siostrą, ciotką i każde z tych doświadczeń
podpowiada mi, że miłość dla dziecka jest rzeczą najważniejszą. Houston
ma jedną córkę, która w zeszłym roku poszła do szkoły. - Nie zawsze
byłam w stanie brać udział w szkolnych wywiadówkach, ale wtedy wysyłam
do szkoły moją mamę - mówi piosenkarka. - W większych uroczystościach
staram się brać udział osobiście. Christine nie sprawia mi kłopotu,
choć mówi już własnym, innym od mojego językiem. Jest miła i przyjacielska
jak jej ojciec. Być może w najbliższym czasie postaram się o drugie
dziecko. Chciałabym, żeby to był chłopiec. Synowie są bardziej związani
z matkami. Ale przyjmę, co Bóg da. Dotychczasowa biografia artystki
pokazała, że swoje zainteresowania kieruje nie tylko w stronę muzyki,
ale także filmu. Niedługo zaskoczy nas nową superprodukcją. Tym razem
wystąpi u boku Willa Smitha, aktora i rapera w jednej osobie, znanego
m.in. z "Facetów w czerni".- Film ma się nazywać "Anything
for You". Przeczytaliśmy już scenariusz i uważam, że jest to
znakomity projekt. Z Willem współpracuje się naprawdę świetnie. Pojawiły
się też informacje, że Houston ma być producentką filmu, którego
akcja rozgrywa się w czasie wojny secesyjnej. Opowiada on o historii
miłości czarnoskórej niewolnicy i białego Amerykanina. Już wcześniej
amerykańska gwiazda założyła firmę producencką BrownHouse Productions.
Zrealizowała ona telewizyjną wersję musicalu "Rodgers and Hammerstein's
Cinderella" pod tytułem "The Wonderful World Disney".
Miał sześćdziesięciomilionową widownię i otrzymała aż siedem wyróżnień
Emmy. Houston wsparła film nie tylko jako producent, lecz jako aktorka.
Zagrała w nim m.in. u boku Whoopi Goldeberg. Tak jak zapowiadał wcześniej
promotor światowego tourne Whitney Houston, John Sher, pierwsza od
pięciu lat trasa koncertowa amerykańskiej gwiazdy będzie miała inny
od poprzednich klimat.- Śpiewałam najczęściej na wielkich stadionach
- mówi Houston. - Teraz zależało mi na śpiewaniu w takich miejscach,
bym mogła poczuć bliskość słuchaczy, a słuchacze mogli poczuć moją.
Chciałabym, żeby moje koncerty miały klimat kameralnych jam session.
Przekona o tym pierwszy z występów, który odbędzie się 22 sierpnia
w sopockiej Operze Leśnej.
Jacek Cieślak
W artykule wykorzystałem fragmenty następujących
publikacji:
"Whitney Houston, Me and Mrs Brown" Chucka
Taylora, "Billboard", 17 kwietnia 1999; "My Love Is
Your Love" Roba Sheffielda, "The Rolling Stone", 21
lutego 1999; "Groovy Tuesday" Roba Brunnera, "Entertainment
Weekly Online"; "Whitney on the Record" Alisson Samuels, "Newsweek",
23 listopada 1999 oraz materiały BMG Ariola Polska |