źródło: www.empik.com.pl
kiedy: 23.08.99
autor: ??????
Po dziwacznym
playbackowym A Teens, zaczyna się oczekiwanie na gwiazdę. Na Whitney.
Ta każe na siebie długo czekać - samolot z Bremy (gdzie znajduje
się jej europejska baza wypadowa), wylądował dopiero po 20:00. Powodem
była zmiana terminu przylotu dokonana przez organizatorów. W obawie
przed tłumem dziennikarzy przesunęli go z godzin popołudniowych,
lecz później zajęte były korytarze powietrzne. W efekcie Houston
dotarła do Opery Leśnej na minutę przed 21 - przyjechała limuzyną
wypożyczoną od Bogusława Bagsika. Potem oddała się półgodzinnym przygotowaniom
do występu pod okiem osobistej ochrony i 50 ochroniarzy z Polski.
Wreszcie koncert.
Jak na prawdziwą artystkę przystało, Whitney
Houston dała (w przeciwieństwie do poprzedzającego ją A Teens) koncert 100 procent
live, mimo niesprzyjających warunków. Dobywająca się z jej ust para świadczyła,
że nie zdały egzaminu maszyny ogrzewające powietrze. Podobno niemieckich nie
dowiozła ekipa artystki, a krajowe działają - jak działają. Whitney unikała przebojów,
zwłaszcza w pierwszej części występu, co spowodowało pewien dystans pomiędzy
nią a publicznością. Złagodziło go zaproszenie chłopca z widowni na scenę - mały
Wiktor przeżył prawdopodobnie przygodę życia - oraz wzruszający popis z sześcioletnią
córeczką, Kristiną. Jeden utwór wykonał jej brat Gary. Pod względem wokalnym
Whitney to mistrzostwo świata. Zaśpiewała m.in. I Wanna Dance With Somebody,
I Will Always Love You, czy Step By Step. Wywołana na bis sięgnęła po It's Not
Right But It's Okay. Wrażenie robiły zwłaszcza popisy towarzyszącego jej, rewelacyjnego
zespołu instrumentalno - wokalnego.
U koników ceny biletów na ten występ sięgnęły
650 złotych. Jednak z naszych informacji wynika, że godzinę przed koncertem u
niektórych koników można było kupić bilety za jedyne 150 zł.
Festiwal w prasie
Festiwal
w Sopocie przeszedł do historii, ale jego echa jeszcze przez pewien
czas będą pobrzmiewały w prasie (dziennikach, potem tygodnikach i
miesięcznikach). Dla większości gazet codziennych sopocka impreza
stała się poniedziałkowym tematem na pierwszą stronę.
"Gazeta
Wyborcza" położyła duży nacisk, na niepokój, w jaki wprawiła organizatorów
gwiazda niedzielnego wieczoru: "Whitney Houston wystawiła nerwy organizatorów
na próbę. Przyleciała o 20.30, godzinę przed wejściem na scenę. - Ona potrafi
odwołać koncert w ostatniej chwili - mówiono w kuluarach" - można przeczytać
w leadzie festiwalowej wiadomości. Cały artykuł składa się z dwóch części - w
pierwszej z nich opisano występ czarnoskórej wokalistki, w drugiej - podsumowano
imprezę.
Również koncert Whitney Houston zdominował
informację zamieszczoną na łamach "Rzeczpospolitej": "Uczuciowość,
z jaką śpiewała o najważniejszych wartościach jej życia, wynagrodziła słuchaczom
trud kontaktu z muzyką soul i gospel (...) Najbardziej wzruszającą ilustracją
myśli amerykańskiej gwiazdy było wykonanie najnowszego przeboju My Love Is Your
Love, w którym gwieździe towarzyszyła jej ukochana córeczka Kristina (...)".
Podsumowanie festiwalu, redaktor "Rzeczypospolitej" zatytułował Nareszcie
sukces.
Dziennik "Życie" na
pierwszej stronie zamieścił krótką notkę, zatytułowaną Houston, mamy problem (nawiązując
do słynnego zdania, które popłynęło ze statku kosmicznego Apollo 13 do stacji
kontroli lotu w Houston podczas nieudanego lotu na księżyc): "36. festiwal
w Sopocie zakończył się występem gwiazdy muzyki pop - Whitney Houston. Publiczności
kazała na siebie czekać przeszło 40 minut. Do Trójmiasta przyleciała tuż przed
koncertem. Chyba nawet nie zdążyła się przebrać - wystąpiła bowiem w jeansach." Podobnie
jak w pozostałych gazetach, główna część artykułu to podsumowanie festiwalu -
oceniono go pozytywnie.
Duży materiał, wzbogacony licznymi
zdjęciami przygotowali dziennikarze "Super
Expressu". Zaprasza do niego zdjęcie niedzielnej gwiazdy z tytułem Whitney
marzła koncertowo. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, wszystkie informacje
podzielono na dwie części. Pierwsza z nich to relacja z niedzielnego koncertu: "Przed
samym koncertem do Whitney Houston podeszła Jolanta Kwaśniewska. Panie były w
towarzystwie swoich ochroniarzy. Nie wiadomo o czym rozmawiały. Występ rozpoczął
się z 15-minutowym opóźnieniem. Sopocka publiczność przyjęła gwiazdę owacyjnie.". "SE" opisuje
nie tylko sam koncert, ale również to co działo się w kuluarach. Drugi artykuł
to komentarz do całej imprezy: "Sopocki festiwal już za nami! Goran Bregović
i Lionel Richie dali rewelacyjne koncerty. Cała sala śpiewała Szklaną pogodę
z Małgorzatą Ostrowską.". "Super Express" ocenił również pozytywnie
organizację obsługi prasowej festiwalu.
źródło: Wieczór Wybrzeża
autor: Ryszarda Wojciechowska
kiedy: 27.08.1999
Gwiazdy, VIP-y i arcybiskup
36. festiwal w Sopocie za nami VIP-y, gwiazdy, bankiety.
Duża forsa. Duże pretensje. Dużo dzieci. Był festiwal. Pani prezydentowa
balowała. Opozycja bojkotowała. A prezesowi telewizji skończył się
alkohol już po godzinie. I goście musieli kupować drinki za swoje.
Tak najkrócej możnaby skomentować festiwalowy bankiet dla VI-ów.
Kogóż to w "Marinie" nie było? Przede wszystkim prawicy.
A mówią, że muzyka łagodzi obyczaje. Nic z tego. Prawicowi ministrowie
i posłowie bywali na koncertach w Operze Leśnej, ale bankiet prezesa
Roberta Kwiatkowskiego zbojkotowali. Nie przyszedł też były prezydent
Lech Wałęsa, który wytrzymał dwa festiwalowe koncerty, mówiąc uczciwie,
że chwilami zatykał sobie uszy, bo było za głośno. Czyżby powodem
tej prawicowej absencji była obecność prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej?
- snuli domysły dziennikarze. W każdym razie pani prezydentowa balowała
i rozmawiała. Przez jakiś czas nie odstępował jej najbogatszy człowiek
Wybrzeża Ryszard Krauze, który ostatnio zaczął bywać na bankietach.
Potem jako rozmówca zmienił go słynny raper Liroy, znany też m.in.
z tego, że nie przebiera w słowach. Tym razem, zachowywał się jak
dżentelmen. Bankietu nie zbojkotowali artyści i sportowcy. Cezary
Pazura w skórzanej marynarce i z żoną Weroniką, pozował do zdjęć
jak biały niedźwiedź. Przez chwilę rozmawiał też z Markiem Siwcem
- szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Być może tworzyli już scenariusz
do trzeciej części "Kilera". Krzysztofa Kolbergera nie
odstępowała tradycyjnie Zofia Czernicka. Mateusz Kusznierewicz tym
razem zapuścił się na bankietowe wody bez swojej Agnieszki. Nie stał
jednak samotnie. Rozrywały go towarzysko inne kobiety. Między gośćmi
snuł się Krzysztof Materna. I wielu, wielu innych. Jolanta Kwaśniewska,
zapytana przez "Wieczór" o to, czy Whitney Houston jej
się podobała, stwierdziła: - Whitney Houston jest zjawiskiem, osobą
wyjątkową o wspaniałym głosie. Ale nie był to koncert moich marzeń,
ponieważ chciałabym usłyszeć więcej jej starych przebojów. Cieszę
się, że mogłam z nią chwilę porozmawiać, bo jest miłą, ciepłą, dobrą
osobą. Ale będę tęskniła do tej Whitney Houston, którą znam z wcześniejszych
nagrań. - Prezydenta z panią nie było. - Tak, bo mąż rzadko bywa
na takich imprezach. Ale wiem, że oglądał koncert w telewizji. Tomasz
Kamel (specjalista od telewizyjnej "Randki w ciemno"),
który przeprowadził wywiad z Whitney Houston, na bankiecie już się
tylko relaksował. Na pytanie o wywiad powiedział: - Jedynym problemem
było to, że Whitney była wyczerpana. Ona powiedziała mi, że jest
teraz czwarta po południu, ale tak naprawdę, dla niej jest teraz
druga w nocy. I nie może się przestawić na europejski czas. Spędziła
tyle godzin w samolocie, że ledwo żyje - Miał pan tremę? - Nie, nie
miałem. Ona jest takim samym człowiekiem jak każdy z nas. Była to
przede wszystkim ciekawość. Wzięła górę nad tremą. To aktorka, trzeba
przyznać. Kiedy pojawiła się, towarzyszył jej sztab ludzi, osoby
zajmujące się jej wizerunkiem, jakieś koleżanki. W czasie rozmowy
cały czas się z nimi przekomarzała, robiła śmieszne miny... W telewizji
pracują sami dżentelmeni. Dlaczego? Bo o pieniądzach nie chcą mówić.
Dyrektor festiwalu Wojciech Trzciński miał tylko raz chwilę słabości.
I tak powiedział jednemu dziennikarzowi - Gdyby ludzie usłyszeli,
ile wydaliśmy na Sopot, to opinia publiczna rozszarpałaby TVP i artystów.
Potem już nawet nie rozmawiał z mediami. Chyba że na konferencji
finałowej. Obraził się nawet na telewizyjną "Panoramę",
odmawiając wywiadu. No cóż, a my się dziwimy Whitney Houston, że
nie chciała się spotkać z dziennikarzami. Skoro sam dyrektor tak
po gwiazdorsku się zachował. Ale widać miał coś do ukrycia Prawda
jest taka, że na festiwal zjechało pół polskiej telewizji. Mówią,
że pańskie oko konia tuczy. Ale może bez przesady. Po Operze Leśnej
snuło się kilka ekip telewizyjnych, prezes TVP i kilku jego zastępców,
paru dyrektorów telewizyjnych ze swoimi "prawymi i lewymi" rękoma.
Oczywiście za to snucie płaciła sama telewizja, czyli my. Niektórzy
przyjechali z żonami. Inni zabrali jeszcze dzieci.... Nic dziwnego,
że w tym roku zarezerwowano o wiele więcej hoteli i miejsc, chociaż
było o wiele mniej wykonawców, niż w latach ubiegłych. Pieniądze
to nie jedyny temat, który dyrektora Trzcińskiego doprowadzał do
białej gorączki. Były też VIP-y. Upierał się, że ten sensacyjny temat,
to wymysł dziennikarzy. Mówił o jakiejś liście 70 najważniejszych
osób, z czego 25 miało odmówić przyjazdu na festiwal. Tymczasem już
drugiego dnia od VIP-ów opera pękała w szwach. Był to festiwal polityczny.
Lewicę posadzono w innych rzędach, niż prawicę. Były prezydent Wałęsa
został posadzony w 4 rzędzie, a prezydentowa Jolanta Kwaśniewska
w 8. Prezes telewizji nie odstępował Jolanty Kwaśniewskiej ani na
krok, podobnie jak jej własny ochroniarz z BOR. Swoją drogą, kogóż
to trzeciego dnia w Operze Leśnej nie było? Dziennikarzy wprowadził
w osłupienie fan Whitney Houston arcybiskup Tadeusz Gocłowski, który
przyszedł z osobą towarzyszącą, też księdzem. Zapytany - czy tak
bardzo lubi czarnoskórą wokalistkę, odrzekł: Tak bardzo nie, ale
lubię. Był to też festiwal matek z dziećmi. Kayah przyjechała ze
swoim kilkumiesięcznym Rochem i niańką. Whitney Houston dźwigała
na rękach sześcioletnią córeczkę Bobbie. Potem dziecko o godz. 23
musiało wyjść na scenę, ubrane jakby miało wyruszyć na koło podbiegunowe.
Śpiewało i kołysało się w takt muzyki. Małgorzata Ostrowska przyjechała
do Sopotu z synem Dominikiem. Przypomina on do złudzenia mamę. Z
tym, że jeszcze nie śpiewa. W rankingu dziennikarzy na najsympatyczniejszą
gwiazdę festiwalu zwyciężył oczywiście Lionel Richie. Przy okazji
jedna z dziennikarek opowiedziała historyjkę dotyczącą gwiazdora.
Usłyszała ją od ambasadora Gwatemali. Otóż dwie Gwatemalki, zarobiwszy
trochę pieniędzy, postanowiły je pomnożyć w Las Vegas. Pojechały,
zameldowały się w hotelu. Pewnego dnia, kiedy zjeżdżały windą do
kasyna z torbą pieniędzy pod pachą, na którymś piętrze dosiadł się
czarnoskóry mężczyzna z dwoma wielkimi psami. Kiedy wsiadł, krzyknął:
Na ziemię. Przestraszone kobiety rzuciły się na podłogę. - Bardzo
przepraszam, mówiłem do zwierząt - powiedział mężczyzna. Nazywam
się Lionel Richie - przedstawił się. Na drugi dzień przesłał im kwiaty
z ponownymi przeprosinami. Ryszarda Wojciechowska Najpiękniejszy
uśmiech festiwalu - Lionel Richie Koncert Whitney Houston nie był
dla Jolanty Kwaśniewskiej koncertem marzeń.
źródło: Dziennik Bałtycki
autor: Małgorzata Szymańska
kiedy: 24.08.1999
Oblicza gwiazd
Festiwal - mini podsumowanie Wiele sopockich festiwali
przebrzmiewało bez echa. O niektórych sprzed lat opowiada się tak,
jakby wygasły w zeszłym tygodniu. Tegoroczną imprezę długo pamiętać
będą zwłaszcza ci, którym udało się zdobyć bilety do Opery Leśnej.
Gdy na miesiąc przed rozpoczęciem największej na Wybrzeżu muzycznej
gali, rozniosła się po Polsce wiadomość, że na festiwal przybędzie
Whitney Houston, kilkaset miejsc od razu zostało zarezerwowanych.
Potem było tak W pierwszy dzień sprzedaży wykupiono wszystkie bilety,
choć ich cena wydawała się zaporowa - 250 zł! Po paru dniach płacono
u koników nawet... 800 złotych. Ci, którzy wówczas tyle wyłożyli,
sarkali potem na swoją niecierpliwość, albowiem na dzień przed rozpoczęciem
festiwalu odwołano sporą część rezerwacji i bilety sprzedawano normalnie.
Jednakże po występie Whitney rzadko kto żałował, że wydał swoje pieniądze
na "odsłuch". Natomiast wiele pań było rozczarowanych "podłą" garderobą
wielkiej damy estrady. Mówiło się wręcz: "Jak można wychodzić
na scenę w dżinsach i w szlafroku!". Farelki zamiast supernawiewu
Wszyscy wiedzieli, że z przyjazdem śniadoskórej artystki wiązać się
będą ogromne problemy organizacyjne. Whitney znana jest z częstego
odwoływania koncertów pod byle pozorem. Jak się okazało, na dzień
przed jej występem w Sopocie, strach zajrzał także głęboko w oczy
dyrektorowi BART, Eugeniuszowi Terleckiemu: - Ekipa Whitney, przyjeżdżająca
grupami do Polski przez dwa dni, zapomniała zabrać z Niemiec urządzeń
nawiewowych, które zakupiliśmy za ciężkie pieniądze, aby zapewnić
gwieździe stałą temperaturę na scenie: 19 stopni Celsjusza. Musieliśmy
się więc ratować czterema farelkami o mocy 3 kilowatów. Natomiast
w salonce Whitney, gdzie artystka miała się co rusz przebierać, było
jak w saunie. Mimo repertuaru dobranego raczej pod kątem czarnoskórego
odbiorcy amerykańskiego, Whitney Houston potwierdziła swoje wszechstronne
walory głosowe. Niemniej zaraz po koncercie wsiadła do swojego odrzutowca
i odleciała do Niemiec. W sumie przebywała w Polsce 4 godziny. Co
innego Lionel - Odgrzewany kotlet - mówili złośliwi przed jego występem.
Natomiast po festiwalu wszyscy zadawali sobie pytanie, czy aby Lionel
nie przyćmił Whitney? Dziennikarze nazwali Richiego gwiazdą z ludzką
twarzą. Z samolotu wysiadł rozpromieniony (mimo że jego bagaże zapodziały
się na trasie do Kopenhagi). Machał na przywitanie przybyłym, a wychodząc
z konferencji prasowej w Urzędzie Miasta Sopotu powinszował przypadkowo
spotkanej parze młodej wstąpienia w związek małżeński. - Był szczerze
wzruszony przyjęciem - opowiadał Marek Sierocki, rzecznik prasowy
festiwalu. - Tym bardziej że jego ubiegłoroczny koncert, zaplanowany
w Warszawie nie odbył się, gdyż sprzedano jedynie tysiąc biletów.
Podobno pierwszą osobą z grona VIP-ów, która uścisnęła Lionelowi
dłoń, była pani prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Ludowi amatorzy
Najwięcej kontrowersji wzbudzał aż do końca festiwalu występ zespołów
etnicznych, mający miejsce w pierwszym dniu koncertowym. Jedni mówili,
to coś innego; inni, że zwykła cepeliada. Zgodę uzyskiwano co do
tego, że: występ "naturszczików" trwał o wiele za długo.
Ekipa towarzysząca Ka-yah zostawiła po sobie niemiłe wspomnienia
w hotelu chińskim. - W pierwszy wieczór po przyjeździe balowali do
rana, aż ściany się trzęsły - opowiadała obsługa. - W drugi, po nieprzespanej
nocy, rozkapryszonej artystce przeszkadzał najmniejszy szmer. Słowa
krytyki nie ominęły też szwedzkiej grupy A Teens - odpowiednika polskiego
Just 5. - To dzieciaki dyskontujące sławę zespołu ABBA - przyznał
w poniedziałek dyrektor festiwalu Wojciech Trzciński. - Ale swoje
zadanie w Sopocie spełniły: przedmuchały mikrofony. VIP-y kontra
dziennikarze Podczas tegorocznej edycji Sopot FestivalŐ99 wyjątkowo
niewdzięczne zadanie mieli dziennikarze. Nie zorganizowano im konferencji
prasowej z Whitney Houston, nie pozwolono wejść na próbę, kazano
oddać aparaty fotograficzne po drugiej piosence Amerykanki. Nawet
Bagsik miał lepszy kontakt z gwiazdami, ponieważ sobie tylko znanym
sposobem zdobył VIP-owską plakietkę. Dzięki niej otwierały się przed
nim drzwi, które były szczelnie zamknięte dla przedstawicieli mediów.
Tegoroczny festiwal przejdzie chyba do historii pod względem liczby
prawdziwych VIP-ów. Na widowni zasiadali, między innymi: Jolanta
Kwaśniewska, Lech Wałęsa z żoną, Wiesław Walendziak, Jarosław Sellin...
Na występ Whitney Houston zawitał nawet arcybiskup Tadeusz Gocłowski.
Później, już bez niego, niemal wszyscy oficjele bawili się do białego
rana na parkiecie hotelu "Marina". Małgorzata Szymańska
Większość festiwalowych koncertów podobała się sopockiej publiczności.
Fot. Maciej Kostun Fot. Robert Kwiatek Marek Niedźwiecki prezenter
festiwalu - Czterogodzinna dawka folku to mordęga - Najlepszy byłby
koncert półtoragodzinny. Tym bardziej że większość czekała na Kayah
i Bregovicia. Czy ją znamy? Whitney bliżej Oto trzy wyimki z wywiadu,
którego Whitney Houston udzieliła pod koniec ubiegłego tygodnia w
Bremie przedstawicielowi TVP, Tomaszowi Kamelowi: - Będzie to twój
pierwszy koncert dla polskiej publiczności; czy przygotowałaś dla
nas coś specjalnego? - Wiele miłości. Mam dla was przede wszystkim
mnóstwo miłości. - Jak byś opisała samą siebie na scenie; jaką Whitney
Houston zobaczą twoi fani? - Jestem kobietą trzydziestoparoletnią,
jestem matką i żoną. To należy odzwierciedlić w tempie występu. Zaśpiewam
szybkie numery hip-hopowe czy popowe, ale także rytm and bluesowe.
- Jak osoba tak zapracowana definiuje sukces? - Osiągnęłam już sukces,
więc nie muszę do niego dążyć. Wykonałam zadanie, które przed sobą
postawiłam jakiś czas temu. I tyle. Przebieg wywiadu wskazywał, że
Whitney niewiele wie o naszym kraju. Podobnie jak my niewiele wiemy
o niej - poza tym, że ma piękny głos i że wystąpiła w filmie "The
Bodyguard". Przypomnijmy zatem, że urodziła się w 1963 roku
w dużym amerykańskim mieście Newark (stan New Jersey). Swoją karierę
śpiewaczą rozpoczęła jako pięciolatka w chórze przy kościele baptystów.
W wieku lat 11 wystąpiła po raz pierwszy solo na tle tegoż chóru.
Kiedy skończyła 18 lat, zaczęła dostawać role w reklamówkach, a jej
zdjęcia pojawiły się w najlepszych magazynach kobiecych. W 1985 roku,
mając 22 lata, wydała swój pierwszy album, który podbił amerykańską
publiczność i sprzedał się w nakładzie ponad 13 milionów egzemplarzy.
Do dzisiaj nakłady wszystkich płyt śniadolicej piękności przekroczyły
110 mln egzemplarzy.
źródło: Dziennik Bałtycki
autor: Małgorzata Szymańska
kiedy: 23.08.99
ZAŚPIEWAŁA WHITNEY
Sopot Festival 99 uwieńczył koncert najbardziej
oczekiwanej gwiazdy, czarnoskórej Whitney Houston. Wielkie emocje
towarzyszyły przybyłym do amfiteatru nie tylko z powodu show. Organizatorzy,
ze względów bezpieczeństwa, zafundowali przekraczającym bramki Opery
Leśnej rewizję osobistą. Poddawani jej byli ci, przy których zapiszczały
maszyny do wykrywania metali. Przed wejściem publiczność otrzymywała
ulotki nawołujące do skandowania w trakcie koncertu imienia Edyty
Górniak, jako dowód dezaprobaty dla organizatorów, którzy w tegorocznej
formule festiwalowej pominęli naszą rodzimą gwiazdę. Potem wystarczyło
już tylko cierpliwie czekać. 10-minutowe spóźnienie i koncert ruszył
pełną parą. Houston przyjęto owacyjnie. Podobał się jej wyśmienity
kontakt z publicznością - przyjmowała kwiaty, podbiegała blisko pierwszych
rzędów i uśmiechem reagowała na okrzyki z widowni. Owacjami przyjęto
także wypowiedziane po polsku słowo: "witajcie". Koncert
był pierwszym i jedynym występem amerykańskiej megagwiazdy soul i
pop w Polsce, rozpoczynał jej trasę koncertową po Europie. W Sopocie
zaśpiewała największe swe przeboje, w tym - utwory z najnowszej płyty "My
Love is Your Love". Album ten, sprzedany w Polsce w ponad 50
tys. egzemplarzy, zyskał już status Złotej Płyty. Na koncercie była
też matka gwiazdy, która towarzyszy córce we wszystkich trasach koncertowych.
Było też wiele naszych rodzimych VIP-ów, m.in. Lech Wałęsa z żoną
i prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Małgorzata Szymańska Czytaj też
str. 3, Codziennik str. 8 i Sałatę Towarzyską Gwiazda przebierała
się wielokrotnie w kreacje znanego hiszpańskiego dyktatora mody Paco
Rabanne.
|