WSPÓŁCZESNE DIVY
autor: Dominika Łukaszewska
źródło:

Głos towarzyszy nam od najdawniejszych czasów. Jest najstarszym i najdoskonalszym instrumentem muzycznym, jaki kiedykolwiek stworzono. Najpiękniejszym jego przejawem, (a zarazem jedną z pierwszych form komunikacji emocjonalnej) jest śpiew. Śpiew już od czasów starożytnych był najważniejszym elementem ceremoniału religijnego, a ludzie potrafiący nim wzruszyć otaczani byli niemal boską czcią. I tak jest do dzisiaj!

W dziewiętnastym wieku i pierwszej połowie dwudziestego takim kultem darzone były gwiazdy operowe. To dla nich rezerwowano najwspanialsze arie, najlepsze sale koncertowe i co najważniejsze - najwyższe gaże. Gwiazdy miały też wyłączność na nazywanie się Divami, co często wiązało się z ich kapryśnym zachowaniem i wygórowanymi wymaganiami. Mogły sobie na to pozwolić, ponieważ talent i kunszt, z jakim wykonywały muzykę, wyróżniał je z tłumu innych artystów. Później zainteresowanie nimi na krótko osłabło, ale już w chwilę potem, jak grzyby po deszczu, pojawiły się kolejne artystki pretendujące do bycia Divami.

Dzisiejsze Divy, podobnie jak ich operowe poprzedniczki, miewają kaprysy i swoje dziwactwa. Są może tylko trochę bardziej "ludzkie". Chętniej i częściej opowiadają o życiu prywatnym, (o tym prawdziwym, a nie spreparowanym na użytek mediów), fotografują się z dziećmi, psami i zachwalają życie rodzinne. W wielu przypadkach rozgłos jaki im towarzyszy w prasie i w mediach nie jest, niestety, równoznaczny z wysokim poziomem artystycznym. Większość z nich jest produktem żądnych pieniędzy wytwórni płytowych, które w lansowaniu młodych i seksownych kobiet widzą intratny interes. Jest to zrozumiałe z punktu widzenia biznesmena, niedopuszczalne jednak z punktu widzenia artysty i melomana.

Na szczęście są wyjątki! Należą do nich wcześniej wymienione panie. Każda z nich dysponuje odmienną techniką, ekspresją wyrazu czy repertuarem. Wszystkie jednak są mistrzyniami w swoim fachu. O każdej można powiedzieć, że jest perfekcjonistką, która na swoją pozycję pracowała latami.

Funny Girl

Najdłużej w branży jest pięćdziesięcioośmioletnia Barbra Streisand. Artystka, o której fenomenalnym głosie krążą już legendy. Faktem jest, że gdy w jednej z amerykańskich stacji telewizyjnej pokazywano cykl programów muzycznych o historii instrumentów, jeden z nich poświęcono wyłącznie jej osobie. Jego tytuł brzmiał "Streisand i... inne instrumenty".

Urodziła się w 1942 roku w biednej żydowskiej rodzinie. Od samego początku wyróżniała się "oryginalną urodą" i niebanalnym tembrem głosu. Marzeniem rodziców było, aby ich "brzydkie kaczątko" pracowało chociażby jako sekretarka. Nikt oprócz niej samej nie wierzył, że w jej życiu zdarzy się cokolwiek wyjątkowego. Ale ona była nie tylko utalentowana, ale też pracowita i uparta. Te właśnie cechy spowodowały, że nie stała się kolejną piosenkareczką, ale jedną z najważniejszych postaci kultury masowej dwudziestego wieku. Stała się królową-matką naszych Div. Co ciekawe, swoją fenomenalną popularność zdobyła nie tyle perfekcyjną techniką, co liryczną, dramatyczną, czasami wręcz aktorską interpretacją. I może jeszcze tym, że jeden dźwięk potrafi trzymać prawie dwie minuty!

Królowa Titanica

Streisand nie ma tak naprawdę konkurencji. Najbliższą jej muzycznej estetyce wydaje się Celine Dion, nazywana mistrzynią bel-canta. Interpretacje Dion często są bliskie wykonaniom Streisand - może nieraz zbyt płaczliwe, ale na pewno pozostające w stylu musicalowego śpiewania. Nic dziwnego, że obie panie spotkały się nie tylko na scenie, ale i w studio Wspólnie nagrały przepiękną piosenkę Tell him, która znalazła się na płytach Let's Talk About Love Celine Dion i On Holly Ground Barbry Streisand. Zadziwiający jest fakt, że słuchając tego duetu trudno odróżnić kto kiedy śpiewa.

Maszyna do śpiewania

Nie do podrobienia są za to wokalizy Mariah Carey. Nie ma chyba na świecie drugiej takiej osoby, która, będąc "białą", śpiewa tak, że mogłyby jej pozazdrościć "czarne" gwiazdy soulu i bluesa. Jej atutem jest silny, siedmiooktawowy głos. Debiutancka płyta Vision of Love, na której Mariah śpiewa w rejestrze skrzypiec, zszokowała cały muzyczny światek, a piosenkarce zapewniła liczne grono wielbicieli.

Ja też do nich przez pewien czas się zaliczałam. Przestałam, gdy kolejne płyty artystycznie nic nowego nie wnosiły, a słuchanie wirtuozowskich popisów piosenkarki stało się po prostu ...nudne. Jej przykład pokazał, że nawet najbardziej fenomenalna technika bez włożonej w nią duszy, nie jest wiele warta. Trzeba jednak przyznać, że karkołomne solówki Mariah Carey zapoczątkowały w światowej wokalistyce modę, wręcz potrzebę kształcenia i pracy nad głosem. Podwyższyło to poziom muzyczny wykonawców.

Śpiewająca bogini

Tego poziomu nie musiała podwyższać sobie Whitney Houston - najpiękniejsza z nich wszystkich i najbardziej śpiewająca "z trzewi". Nie są w jej stylu wygładzone frazy czy jakakolwiek poprawność. Whitney jak trzeba to potrafi "krzyknąć", a i jak trzeba kogoś wzruszyć - to nikt nie zrobi tego lepiej niż ona (I Will Always Love You). Łączy wrażliwość muzyczną z głosem o niewyobrażalnych możliwościach. Dobrze czuje się zarówno w repertuarze jazzowym, soulowym jak i funkowym. Tworzy to wybuchową mieszankę, która sprawia, że nikt nie pozostaje wobec Whitney obojętny.

Najnowsza jej płyta - My Love is Your Love - pokazuje, że artystka idzie z duchem czasu. Nagrania są nowocześnie zaaranżowane, bez nic nie wnoszącej ekwlibirystyki wokalnej. Dużo za to głębokich, dojrzale zinterpretowanych melodii. Wszystko na to wskazuje, że to właśnie Houston ostatnimi laty najbardziej rozwinęła się muzycznie. Dlatego, patrząc na nią w kategoriach Divy, to właśnie ona ma największe prawo do kaprysów. Nawiasem mówiąc pokazała to podczas ubiegłorocznego koncertu na Festiwalu w Sopocie, co - moim zdaniem całkowicie niesłusznie - spowodowało zgryźliwe komentarze na jej temat.

Divy nad Wisłą

Złośliwe komentarze zbiera też nasza polska Diva - Edyta Górniak. Jedna z niewielu artystek, która nosi w sobie znamiona geniuszu. Być może nie wystarczy jej talentu, aby zrobić międzynarodową karierę, ale na pewno wyróżnia się z masy "piszczących" pseudoartystek (Anita Lipnicka, Renata Dąbkowska). Poprawna technicznie jest też (i najbardziej zbliżona do Mariah Carey) Natalia Kukulska. Wróżę jej wielką karierę, o ile zrozumie, że przerost formy nad treścią nie zawsze dobrze robi.

Na pewno prawdziwą Divą (nie mającą jednak nic z niej w zachowaniu) jest Kayah: artystka, która na swoją pozycję pracowała ponad dziesięć lat. Na początku śpiewała w chórkach (z takim głosem!!!). Dało jej to solidny warsztat i niespotykaną wśród polskich wykonawców umiejętność współpracy z zespołem muzycznym. Zaowocowało to mocną pozycją i sukcesami ostatniej płyty Kayah & Bregovic. Płyta ta ukazała się niewiele ponad rok temu i oprócz spektakularnego sukcesu w Polsce, zbiera pochwały w wielu krajach Europy. Może zapoczątkuje to międzynarodową karierę Kayah?

Jak widać - Diva Divie nierówna. Są Divy skromne i złośliwe, życzliwe i piękne, ale łączy je jedno: talent. I dlatego dobrze, że są.Tak jak w starożytności śpiewacy wnosili w powszednie życie pierwiastek boskości, tak dzisiejsze Divy sprawiają, że nasze życie jest bogatsze... Mamy o kim czytać, pisać, ale chyba najważniejsze - kogo słuchać.
ię nim wzruszyć otaczani byli niemal boską czcią. I tak jest do dzisiaj.