O tej płycie było już głośno
na kilka tygodni przed jej oficjalną premierą. Zwłaszcza w internecie...
Wielokrotnie zmieniano jej zawartość, dodawano utwory, odejmowano,
zmieniano współpracowników, producentów, ba, nawet fotografików
i stylistów odpowiedzialnych za jej okładkę.
A wszystko dlatego, że Whitney
Houston, w roku 2000, w dwudziestopięciolecie wytwórni płytowej
ARISTA, wydaje album podsumowujący jej piętnastoletnią karierę.
(Jak ten czas leci o raju !).
Więc wszystko musiało być
na miarę takiej artystki i takiego jubileuszu. I jest.
Z pierwotnie proponowanego
tytułu - "The Greatest Hits Of The Greatest Voice Of All" -
zrezygnowano, ale znakomicie zastępuje go zdjęcie na okładce. Whitney
- w nienagannej, wieczorowej kreacji, z nogą wspartą na aluminiowej,
malarskiej drabince, przy pomocy błękitnej (!) wiertarki przykręca
do ściany pokoju, wyłożonego platynowymi płytami (łącznie z sufitem
i podłogą!) kolejne trofeum ... A na podłodze, w nieładzie leży
jeszcze kilkanaście podobnych. Czy coś trzeba dodawać!? Chyba nie.
A w środku - dwie płyty, a
na nich - dosłownie "wszystko". 35 piosenek. 16 amerykańskich
i brytyjskich "numerów jeden", utwory nigdy wcześniej
nie publikowane na wydawnictwach artystki, taneczne remixy i nowe
wersje niektórych. No i - rzecz jasna - kilka, mniej lub bardziej,
premierowych kompozycji. Słowem wszystko to, za co wielu ją kocha.
I wielu nienawidzi.
I wszystkie zasługują na uwagę.
Niestety, nie sposób o wszystkich napisać - w końcu prawie dwie
i pół godziny muzyki to materiał nie na jedną, a na trzy płyty
długogrające. Zdecydowałem więc że opowiem tylko o kilku i to nie
o tych najbardziej znanych. Już tyle o nich przecież mówiono.
A mamy tutaj kilka niespodzianek
... Znalazło się bowiem miejsce dla nigdy nie wydanej na singlu,
a pochodzącej z pierwszego albumu: "All At Once" czy
mało popularnej w Europie "I believe in you and me" z
Żony Pastora. Że nie wspomnę o duecie z "bratem Michaela" -
Jermain'em. Słodziutka to produkcja z 1984 roku zatytułowana "If
You Say My Eyes Are Beautiful". Jest także jeden z tematów
muzycznych Igrzysk Olimpijskich w Seulu, nigdy nie opublikowany
na żadnym albumie Whitney - "One Moment In Time".
"I 'm your baby tonight" z
płyty pod tym samym tytułem (1990 r) występuje w dwóch wersjach
- pierwsza znana jest prawdopodobnie niewielkiej liczbie Europejczyków,
pochodzi bowiem z amerykańskiej edycji singla, natomiast druga
- to Dronez Mix i wcale nie przesadzę mówiąc, że to nawet nie 21
wiek a 22 wiek w światowym "remiksarstwie".
Podobnie jest z remixem "Greatest
Love Of All ". Zdaniem mojego znajomego radiowca - to jeden
z najlepszych, jeśli nie najlepszy, happy-house'owy utwór jaki
powstał w całej, kilkunastoletniej historii tego gatunku.
Zwolenników mocnych tanecznych
rytmów ucieszy zapewne remix "I will always love you" autorstwa
Hexa Hectora (choć moim zdaniem ten cenoiny przecież "czarodziej
dźwięków" nie pokazał tutaj wszystkich możliwości - tak swoich
jak i utworu) czy "It's not right but it's okay" (wyśmienita
robota "made by" Chris Cox & Barry Harris , znana
dobrze bywalcom dobrych i mniej dobrych klubów, nie tylko tanecznych)
W ręce DJ - ów oddane zostały
również "nowe-nie-nowe", duetowe propozycje Whitney. "Could
I have this kissforever" z Enrique przypomina tutaj klimatem "Bailamos" czy "Rythm
Divine" , choć tym razem Enrique jakby trochę w "cieniu".
Wyraźnie słychać, że to przede wszystkim Whitney, że to o nią tutaj
przede wszystkim chodzi. (No i o rynek latynowski - utwór promował
będzie płytę np w Meksyku)
Jeśli zaś wsłuchamy się w "If
I told you that" ...cóż ... George Michael zaśpiewał chyba
najlepiej jak potrafi, do tego wyprodukował Rodney Jerkins zgrabnie
i delikatnie "podprasował" i choć momentami zdaje się,
że Jurek Michał za bardzo chciał być panną Houston, słucha się
z przyjemnością. Ale zgadzam się z opinią, że ten duet to przede
wszystkim środek i sposób na "podkręcenie" sprzedaży
płyty, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Ani jej, ani jemu ta współpraca,
generalnie, do szczęścia potrzebna nie była. No ale dzięki temu
my słuchacze, mamy tzw. "smaczny kąsek".
A propos smaczności, których
całe mnóstwo na tym krążku - dwie zostawiłem na koniec. To również
nowości. Ale Jakie!
"Fine" - wyprodukowane
przez Q - Tip (znany głównie ze wspólpracy z Janet Jackson - wyśmienite "Got
Till It's Gone"), to bardzo nowoczesny utwór. Klimatem zbliżony
do wspomnianego wcześniej "Got Till ..." i tytułowego "My
love is your love" z przedostatniej produkcji Whitney, ale
wzbogacony jeszcze o nowe rozwiązania, zwłaszcza aranżacji wokalnej.
Linia melodyczna wydaje się bardzo prosta, jednak są to tylko pozory.
Pozory, które o samej arytysce świadczą jak najlepiej - skoro słuchacz
odnosi wrażenie, że to takie proste ... A przecież to właśnie tutaj
- w bardzo zakamuflowany, prawie niezauważalny sposób - Whitney
pokazuje cały wachlarz możliwości swojego głosu. I udowadnia, nie
po raz pierwszy zresztą, że może zaśpiewać właściwie wszystko.
I to jak zaśpiewać!
A jakby ktoś nie wierzył -
uwierzy po wysłuchaniu ostatniego z duetów: "Same Script Diffrent
Cast", tym razem z Deborah Cox. Zdaniem wielu krytyków to
jeden z najciekawszych i najlepszych głosów kobiecych ostatnich
lat a ja zgadzam się z ich opinią. Już "Count on me" z
CeCe Winans oraz "Heartbreak Hotel" z Faith Evans i Kelly
Price pokazały, że zapraszając właśnie takich artystów, a nie Mariah
czy Georga, Whitney osiąga najlepsze rezultaty. Z Deborah osiągnęła
jeszcze coś więcej - stworzyła jakby kolejny kierunek, kolejną
drogę, kolejny zupełnie nowy i fantastyczny, "stopień wtajemniczenia".
Ta piosenka to już nie tylko piosenka, to cały muzyczny spektakl
w jednym utworze. A w rolach głównych dwie wyśmienite aktorki.
I nie ma w nim nie potrzebnego dźwięku, zbędnej zabawy głosem,
pokazywania czy porównywania możliwości wokalnych. Zawsze twierdziłem,
że im coś prostszym jest tym piękniejszym ...
I choćby dla tego jednego
utworu należy kupić tę płytę. A może przede wszystkim ...?!?
Inna sprawa - prawie milion
Anglików i Irlandczyków kupiło ją w ciągu ostatnich kilku dni,
więc w pierwszym tygodniu obecności na rynku. I dzięki temu zadebiutowała
na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów, wyprzedzając
- jakże popularną - Britney Spears.
A jeśli dodać do tego fakt,
iż Whitney nie wydała jeszcze żadnego singla ... To co będzie potem?!?
Whitney wymyśli coś nowego. Absolutnie! Na razie z przyjemnością
prezentuje : "Największe Przeboje Największego Głosu Ze Wszystkich".
A jeśli ktoś, mimo wszystko, chce sprawdzać "czy warto?" -
oto adresik www.classicwhitney.com
Tomasz Gąsienica - Józkowy |