Jej niezwykła kariera trwa już 15 lat, ale
dopiero teraz ukazuje się podwójny album z największymi przebojami
Whitney Houston. Nic dziwnego, że jest to podwójny album, zawierający
aż 36 utworów, spośród których większość stała się przebojami. Z
tej okazji amerykańska wokalistka opowiada nam m.in. o tym, jak łączy
pracę z macierzyństwem, o radzeniu sobie z kłopotami i o odejściu
od śpiewania utworów o miłości.
P: Twój ostatni album z premierowymi
utworami –“My Love Is Your Love”- to bardzo zróżnicowana
kolekcja piosenek nagranych we współpracy z całą grupą znakomitych
artystów. Opowiedz nam, kto oprócz ciebie pojawił się na tej płycie?
WH: Missy Elliot, Rodney Jerkins, który ma
najwyżej 22 lata, Wyclef Jean z zespołu the Fugees. Nagrałam też
duet z Faith Evans i Kelly Price. Wydaje mi się, że nie można było
zebrać lepszej ekipy. W tej chwili są to chyba najwybitniejsze postaci
przemysłu muzycznego. Niesamowicie utalentowane. I o to mi właśnie
chodziło. Zaproponowałam im współpracę przy tamtej płycie i wszyscy
od razu się zgodzili. Bardzo się ucieszyłam. Okazało się, że oni
też odnoszą się do naszej współpracy z entuzjazmem, i to sprawiło
mi jeszcze większą radość.
P: Podjęłaś współpracę z bardzo różnymi
producentami i wykonawcami. Czy masz wrażenie, że każdy z nich wniósł
coś od siebie?
WH: Babyface i ja mamy za sobą parę lat znajomości,
więc jesteśmy niemal jak rodzina. Nasza współpraca też jest trochę ‘rodzinna’–w
czasie nagrań dużo pracujemy, ale jednocześnie ciągle śmiejemy się
i rozmawiamy, potem znowu się śmiejemy i znowu rozmawiamy –tak
że w końcu wychodzi z tego 4 do 5 godzin efektywnej pracy –chyba
dlatego, że tak dużo się śmiejemy. Ale Babyface jest świetny i rozumiemy
się w pół słowa, dlatego udaje nam się pracować szybko, ale dobrze.
Obydwoje jesteśmy profesjonalistami i to do tego stopnia, że w pewnym
momencie potrafimy sobie powiedzieć: “OK, pięć godzin śpiewania
wystarczy”. Próbuję nie nadwerężać swojego głosu –on
też mnie do tego nie zmusza. Co do Missy Elliot, którą niedawno poznałam
i z którą zdążyłam się zaprzyjaźnić, to prawdziwy wulkan humoru,
a poza tym utalentowana młoda kobieta, która dokładnie wie, czego
chce, i dokładnie wie, co robi. Ujęło mnie zachowanie tych młodych
ludzi –a zaznaczam, że w tej chwili uważa się mnie za weterana
w show-biznesie Na przykład Missy mówiła do mnie po prostu: “Whitney,
słuchaj, chcę, żebyś zrobiła to czy tamto, chcę żebyś zwróciła uwagę
na ten czy tamten fragment”. W ogóle nie była zakłopotana.
Bo takie zahamowania trzeba odłożyć na bok –niezależnie do
tego, czy wynikają z charakteru, czy z okoliczności –żeby uzyskać
naprawdę dobre rezultaty. Tak jak ja to robię.
P: Czy uważasz, że twoje umiejętności,
profesjonalizm i odpowiednie przygotowanie, pomogły ci lepiej porozumieć
się z producentami?
WH: Pochodzę z religijnego środowiska
związanego z muzyką gospel –a w chórze kościelnym musisz być
gotowy na wszystko. Na przykład pewnego dnia wchodzisz do kościoła,
a tu organy nie działają, albo ogrzewanie wysiadło, zespół przechodzi
akurat trudny okres, ludzie mają lepsze i gorsze dni –jednym
słowem trzeba być gotowym do występu w każdych warunkach, nawet bez
akompaniamentu. A to znaczy, że trzeba znać tonacje i harmonie i
w każdej chwili być gotowym zaśpiewać czyjąś partię. To doświadczenie
przygotowało mnie na niespodzianki, które mogą się zdarzyć w trakcie
profesjonalnej kariery. Dlatego teraz łatwo przechodzę do porządku
dziennego nad różnymi sprawami i zajmuję się wyłącznie śpiewaniem.
P: Album “My Love Is Your Love”był
zróżnicowany pod względem stylistycznym: obok klasycznych brzmień
w twoim stylu pojawiły się na nim bardziej współczesne utwory. Czy
masz jakieś osobiste preferencje?
WH: Uwielbiam “If I Told You That”-
to jedna z moich ulubionych piosenek. “I Learned From The Best”też. “Oh
Yes”to dobry kawałek. “Until You Come Back”to mój
wyciskacz łez. Ale chyba najbardziej lubię “You’ll Never
Stand Alone”. Tę piosenkę zaśpiewałam dla mojej córki. Śpiewanie
dla niej dużo dla mnie znaczy. Dla mnie jako matki, która ma tę pasję,
tę miłość do swoich dzieci. Zawsze mówiłam Christinie “Nieważne
ile masz lat. Zawsze będę twoją mamą, a ty zawsze będziesz moim kochaniem”.
P: Jak udaje ci się łączyć pracę i macierzyństwo?
WH: Kiedy jestem z rodziną –jestem
z rodziną. A kiedy pracuję, to pracuję. Ale tak naprawdę to zabieram
rodzinę do pracy. Natomiast nie przynoszę pracy do domu i to może
stwarzać pewne trudności, bo czasem jestem gotowa do pracy, ale mam
córkę i muszę z nią zostać. To ona jest moim priorytetem nr 1.
Gdyby zaistniała musiałabym odwołać sprawy
zawodowe, żeby poświęcić czas mojej córce, konieczność dokonania
wyboru, na przyktrzeba, bo ona jest żywym człowiekiem, a nie płytą,
i to znaczy, że ona ład z powodu rozgrywek szkolnych. Tak odchodzą
w zapomnienie. Ona jest dla mnie ważniejsza niż muzyka. Tak mi się
będzie rosła i rozwijała się, a płyty powstają i wydaje.
P: David Foster powiedział, że pracujesz
jak “rasowy koń wyścigowy”, to znaczy wchodzisz do studia
i od razu możesz zacząć nagranie. Czy czujesz, kiedy nadchodzi dla
ciebie właściwy czas na nagranie?
WH: Tak, dlatego zbudowałam studio
dwa kroki od swojego domu. Mam kawałek ziemi –jedenaście i
pół akra. Wraz z mężem postanowiliśmy przeznaczyć część terenu na
studio i pokoje dla gości. Jeżeli któregoś dnia czuję, że przyszedł
czas, mogę tam pójść i po prostu powiedzieć: “Słuchajcie, chcę
nagrać tę piosenkę i muszę to zrobić teraz”. W ten sposób cały
czas jestem na miejscu, blisko córki, a ona w każdej chwili może
przebiec ten kawałek i przyjść zobaczyć się ze mną. Tak jest o wiele
łatwiej.
P: Twoje ostatnie utwory były nagrywane w
niewiarygodnie krótkim czasie. Jak ci się to udało?
WH: Stało się tak za sprawą właśnie
tej dyspozycji wokalnej, tej zdolności, która jest darem od Boga.
Bo tu nie chodzi o zwykłą umiejętność, którą mogę się pochwalić na
zasadzie “Patrzcie, co umiem, jaka jestem świetna i wspaniała”.
Chodzi raczej o pewien stan świadomości, o proces psychiczny i duchowy,
bo cokolwiek trafia na płytę, musi wynikać z autentycznego przeżycia.
I jeżeli tego elementu brakuje –przerywam nagranie. A jeżeli
to “coś”zakończy, mówię “Teraz jest tak, jak ma
być”i spokojnie mogę do tego wrócić następnego dnia. Zdarza
się też, że odkładam piosenkę na dobre dwa lata, jeżeli nie mogę
się odwołać do wewnętrznych przeżyć, jeżeli nie mam skąd czerpać
inspiracji. Jeśli nie mam w sobie bólu i cierpienia, to nie mogę
o nim śpiewać. Nie mogę sprawić, żeby słuchacz mi uwierzył. To dla
mnie bardzo ważne –śpiewać wiarygodnie.
P: Powiedziałaś, że chcesz odejść od piosenek
o miłości w stylu “I Will Always Love You”. Dlaczego?
WH: Żyjemy teraz w zupełnie innej erze
muzyki. Hip hop podbił całą Amerykę i przebojem podbija świat. Uwielbiam
go, bo daje moim braciom i siostrom bardzo wiele sposobów wyrażenia
siebie Kiedyś zamykaliśmy się w soulu, teraz wyszliśmy na scenę międzynarodową:
ludzie identyfikują się z tym stylem, chcą się w tym stylu ubierać,
śpiewać, chcą rapować. I to wszyscy, na całym świecie: biali, czarni,
Japończycy. W Japonii widziałam dzieci, które wyglądają jak mali
japońscy hip-hopowcy. Ten styl zyskał międzynarodowy zasięg, bo jest
pełen ekspresji, jest prawdziwy i opowiada o sprawach, które naprawdę
zdarzają się w życiu, a nie o zmyślonych historiach.
P: Na Twojej ostatniej płycie znalazło się
coś dla dawnych i coś dla nowych fanów Whitney. Czy to oznacza zasadniczą
reorientację twojej twórczości?
WH: O tak, wystarczy posłuchać “If
I Told You That”, “I Learned From The Best”, “Until
You Come Back”, “I Bow Out”czy “You’ll
Never Stand Alone”. To są właściwie ballady w starym stylu,
ale odświeżone, nowe. Trzeba pamiętać, że pracowali nad nimi David
Foster i Babyface. Z obydwoma znam się od dawna, mamy na swoim koncie
wiele fantastycznych przebojów. Tak więc nie tylko ja musiałam pracować
nad “świeższym”brzmieniem, ale oni także. Bardzo mi pod
tym względem zaimponował Babyface, który produkował “I Bow
Out”–piosenkę do słów Dione Warwick. Zupełnie nie mógł
się wczuć w ten kawałek, a szukał czegoś całkiem nowego. W pewnym
momencie –niech go Bóg błogosławi –zadzwonił do Rodneya
Jerkinsa i powiedział: “Słuchaj Rodney, potrzebuję twojej pomocy”.
To było po prostu niesamowite. Powiedział “Nie czuję tego.
Musisz mi pomóc, rzucić na to świeżym okiem”. No i usiedliśmy
w studiu wszyscy razem i tak powstała piosenka “I Bow Out”.
P: Jak udaje ci się pogodzić dwie tak odmienne role:
wykonawcy i producenta?
WH: To jest ta trudniejsza strona pracy
nad albumem, dotycząca sprawowania pewnej kontroli. Bo na tym tak
naprawdę polega rola producenta: na kontroli. Trzeba pilnować, żeby
czegoś nie było za dużo albo za mało, żeby wszystkie rzeczy znalazły
się na swoim miejscu. A to znaczy, że muszę wiedzieć o wszystkim,
co się dzieje. Jeżeli coś mi nie odpowiada, odrzucam to. Na przykład
przez ręce moje i Clive’a Daviesa (do niedawna szef wytwórni
Arista –przyp. Interia.PL) przechodzą miliony piosenek. Wprawdzie
zdarza się, że piszę je sama, kiedy mnie coś zainspiruje, ale zasadniczo
Bóg dał mi dar interpretacji i przede wszystkim jestem wokalistką.
Mogę zaśpiewać każdy tekst z taką samą łatwością, z jaką go czytam.
Ale są też ludzie, którzy potrafią świetnie pisać, a nie posiadają
daru interpretacji. Trzeba więc stworzyć odpowiednią kombinację.
Niektórych ludzi trzeba wyróżnić, mówiąc im: “Masz wielki talent.
Ty będziesz robił swoje, ja będę robić swoje –i razem stworzymy
coś wielkiego”.
P: Lubisz pracować z innymi, znanymi
artystami. Np. piosenkę “Heartbreak Hotel”nagrałaś wspólnie
z Faith Evans i Kelly Price. Jak układała się wasza współpraca?
WH: Było mi bardzo miło, bo na moją propozycję
współpracy Kelly i Faith odpowiedziały bez wahania “Z przyjemnością”.
I mocno się w to zaangażowały. W teledysku występujemy wszystkie
trzy –i wyglądamy jak prawdziwy girls-band. Uwielbiam pracę
zespołową. To fantastyczne uczucie, kiedy pracujesz z innymi ludźmi
i na końcu otrzymujesz znakomity produkt. W tym przypadku –świetne
wokale. Kelly Price jest fenomenalna –ma umiejętności, ma charakter.
Jest w trasie od dziecka, śpiewała z wieloma największymi artystami –na
przykład przez długi czas pracowała z Mariah [Carey]. Natomiast Faith
pochodzi z Newark –podobnie jak ja. Obydwie chodziłyśmy do
tych samych kościołów. Faith nauczyła się śpiewać dzięki gospel –podobnie
jak Kelly i ja. Dlatego tak dobrze nam się pracowało i dlatego osiągnęłyśmy
tak znakomite rezultaty.
P: W nagraniu innego duetu brała udział Mariah
Carey –chodzi mi filmowy przebój “When You Believe”,
z filmu “Książę Egiptu”. Piosenka była nominowana do
Oscara w kategorii Oryginalna Ścieżka Dźwiękowa. Ucieszyłaś się z
tej nominacji?
WH: To naprawdę wielki zaszczyt. Już
wcześniej otrzymałam nominację za piosenkę “I Have Nothing”z
filmu “The Bodyguard”. Piosenka “I’ll Always
Love You”nie mogła uzyskać nominacji, ponieważ nie powstała
specjalnie do filmu. “When You Believe”z “Księcia
Egiptu”to piosenka szczególna, trafia do wszystkich: śpiewają
ją dzieci, dorośli i młodzież. To jedna z tych piosenek, dla których
nie istnieją bariery wieku czy koloru skóry –takie rzeczy nie
mają znaczenia. To pieśń nadziei i miłości. Tak naprawdę chodzi w
niej o wiarę i o trwanie w wierze nawet wtedy, kiedy nad głową zbierają
nam się ciemne chmury. Trzeba wierzyć, że na końcu tej ciemności,
kiedy skończy się czas próby i cierpienie, pojawi się światło. Tylko
trzeba na to poczekać i naprawdę w to wierzyć –nawet wtedy,
kiedy nic nie zapowiada poprawy sytuacji. Najbardziej w tej piosence
podoba mi się przekaz, który każdy może odczytać, nie wyrażony dosłownie
ale wyraźnie obecny. To jest coś, co wychodzi prosto z serca –Mariah
i ja odczuwałyśmy to w ten sam sposób. Świetnie nam się śpiewało.
Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Włożyłyśmy w tę piosenkę mnóstwo szczerego
zaangażowania. Świetnie się bawiłyśmy.
P: Co możesz powiedzieć o przeboju “It’s
Not Right, But It’s Okay”, który ukazał się teraz także
na składance Twoich największych przebojów?
WH: “It’s Not Right, But It’s
Okay”to piosenka o związku z mężczyzną z punktu widzenia kobiety.
Opowiada o sprawach, które zdarzyły się w tym związku, a przez które
przechodzą chyba wszyscy. Ale nie proponuje rozwiązania w stylu “Między
nami koniec”. Lepiej powiedzieć “Wiem, że twoje postępowanie
nie jest w porządku, ale godzę się z tym, bo i tak ostateczne zwycięstwo
będzie należało do mnie”. Na początku nie wiem, czy mogę po
prostu puścić pewne niepotrzebne sprawy w niepamięć. Potem nabieram
przekonanie, że wszystko będzie w porządku i o tym właśnie jest ta
piosenka. Można pozostawać w trwałym związku mimo pewnych problemów,
ale o niektórych rzeczach trzeba wtedy zapomnieć, żeby wszystko było
ok. Nie chodzi o to, żeby było idealnie, ale przynajmniej w miarę
dobrze. To była jedna z tych piosenek, przy których spędziłam bardzo
dużo czasu. Ze względu na jej rytm i tekst, na skomplikowane dopasowanie
słów do muzyki. Bo jeśli się wsłuchać w tę piosenkę, to wyraźnie
słychać, że tekst biegnie trochę niezależnie od muzyki. Więc trzeba
być bardzo świadomym muzyki. Dlatego nad tym kawałkiem spędziliśmy
z Rodneyem bardzo dużo czasu.
P: Odniosłaś sukces nie tylko jako wokalistka,
ale także jako aktorka. Jakie są Twoje plany dotyczące kolejnych
filmów?
WH: Wraz z Willem Smithem pracuję od dłuższego
czasu nad pewnym projektem, a zajmują się nim nasze firmy. Will skończył
swój poprzedni film, więc mógł wrócić do pracy nad scenariuszem do
nowej produkcji “Anything For You”.
P: Dziękuję za rozmowę. |