Piękna , utalentowana i zawsze na topie - oto
najkrótsza charakterystyka Whitney Houston - jednej z największych
gwiazd muzyki soul i pop, jakie kiedykolwiek koncertowały w Polsce.
Uwielbiana przez fanów i dziennikarzy, którzy z lubością rozpisują
się o jej kłopotach sercowych. Nie przypadkiem. Whitney nie należy
do gwiazd, które odgradzają się od całego świata wielkim murem a
ze swego życia prywatnego nie robi tajemnicy. W jednym z wywiadów,
pytana o skandalizujący związek z Robyn Crawford, swoją przystojną
asystentką oświadczyła;"Nie ma znaczenia czy jest się z panem
czy z panią liczy się serce. To serce odegrało z pewnością ważną
rolę w jej małżeństwie ze znanym raperem Bobbym Brownem. Bobby wielokrotnie
zdradzał Whitney i w dodatku jak głosi hollywoodzka plotka, często
ją bił. Mimo to piękna gwiazda nie zdecydowała się na rozwód i wspólnie
z agresywnym raperem wychowuje córkę Bobbi Kristinę.
Jednak kronika towarzyska to zdecydowanie nie jedyne miejsce, w którym pisuje
się o Whitney. Amerykańska piękność jest przede wszystkim piosenkarką. I to
piosenkarką pierwszej wielkości. Swoją karierę zaczynała śpiewając z matką,
gwiazdą muzyki gospel w nowojorskich kościołach. Jej debiutancka płyta "Whitney
Houston" rozeszła się w nakładzie dwunastu milionów egzemplarzy. Film
Bodyguard w którym artysce partnerował Kevin Costner, uważany jest za jeden
z najlepszych w swoim gatunku, a płyta na której znalazł się śpiewany w fimie
przebój "I will always love you", pobiła wszelkie rekordy popularności
(nie wyłączając legendarnych The Beatels). Na kupno tego albumu zdecydowało
się aż 33 miliony wielbicieli jej talentu! Po kilku latach przerwy Whitney
triumfalnie wrółciła na szczyty. Tyle że nie wróciła już jako ponętna gwiazdka
soul. Na nagranej w 1998 roku płycie My love is your love znalazły się utwory
całkowicie profesjonalne, a zamiast motywu "kochajmy się i trzymajmy za
ręce" pojawiło się przesłanie dużo poważniejsze: "kochajmy się wbrew
wszystkiemu". Mimo zdecydowanego podniesienia poprzeczki intelektualnej,
nowa płyta już dziś ma status pięciokrotnej platyny.
I właśnie z tym albumem w walizce Whitney ruszyła na podbój Europy. Przyjęty
owacyjną na stojąco koncert na tegorocznym festiwalu w Sopocie zaingurował
jej wielką trasę koncertową. W planach gwiazdy znalazły się też Niemcy, Austria,
Szwajcaria, Wielka Brytania, Francja, Czechy, Finlandia, Rosja i Ukraina. A
później? A później będzie już tylko coraz lepiej. Zwłaszcza że na popularności
artystce nie zbywa. Nawet dość wybredna sopocka publiczność nie poczuła się
zawiedziona kiedy Whitney wpadła do Opery Leśnej prosto z samolotu, spóźniona
o czterdzieści minut i w dodatku ubrana w podróżne dżinsy i ciepły czarny golf.
Panie i panowie. Przedstawiamy jedną z największych gwiazd estrady lat dziewięćdziesiątych.
Whitney Houston!
1
Playboy: Twoja najnowsza płyta
My love is your love zawiera bardzo różnorodne utwory, przy jej nagraniu
współpracowało z tobą wielu znakomitych artystów.
Whitney: Od kilku lat robiłam rożna
rzeczy, filmy, ścieżki dźwiękowe, cały czas byłam zajęta. Wreszcie
przyszło mi do głowy, że pora nagrać płytę. Wezwałam swoją asystentkę
i kazałam się jej rozejrzeć, znaleźć mi najlepszych, najbardziej
utalentowanych ludzi. I tą śmietanką są Missy Elliot, Wyclef Jean,
Rodney Jerkins, David Foster, Dianne Warren, Babyface, Lauryn Hill,
Faith Evans i Kelly Price. Lepiej być nie może. Od dawna marzyłam
o czymś takim w końcu nadarzyła się okazja. Spytałam tych wszystkich
świetnych wokalistów, czy nie pomogliby mi nagrać płyty a oni zgodzili
się w dodatku z wielkim entuzjazmem, co mnie szalenie ucieszyło.
Są bardzo młodzi jeśli chodzi o wiek - Rodney Jerkins nie ma jeszcze
21 lat - ale bardzo dojrzali duchowo. Znają się na muzyce nie tylko
współczesnej ale i dawniejszej. Tej która istniała i była popularna,
zanim oni pojawili się na świecie.
2
Playboy: Jak wam się układała współpraca?
Whitney: Babyface i ja znamy się
tyle lat, że właściwie jesteśmy jak rodzina. Dużo się śmiejemy, dużo
gadamy, dużo wygłupiamy. Możemy spędzić w studio cały dzień , ale
z tego na pracę przypadnie tylko pięć godzin. Oboje jesteśmy jednak
profesjonalistami i perfekcjonalistami, więc te pięć godzin pracujemy
intensywnie a potem basta. Z koleji Missy Elliot poznałam dopiero
niedawno, ale bardzo się z nią zaprzyjaźniłam, bo to sympatyczna
i piekielnie zdolna młoda osoba, która dokładnie wie czego chce.
Uchodzę w tej branży za weterankę, ale ogromnie mi się podobało,
że na Missy nie robiło to żadnego wrażenia. Nie bała się mnie, nie
czuła się mną onieśmielona. Mówiła na przykład "Słuchaj Whitney,
a może byś zrobiła to zmieniła tamto". To było wspaniałe.
3
Playboy: Część utworów na nowej
płycie to piosenki w twoim dawnym stylu, inne mają znacznie nowocześniejsze
brzmienie. Które lubisz najbardziej?
Whitney: Uwielbiam If I told you
that. Lubię też I learned from the best, Until you come back jest
utworem, który chwyta za serce, ale najbardziej ze wszystkich kocham
You ' ll never stand alone. Śpiewałam i ciągle śpiewam to mojej córeczce.
Jest to piosenka dla niej. Pamiętam, że nagrywając utwór powtarzałam
sobie: nigdy nie pozwolę, aby moja córka cierpiała, zawsze przy niej
będę stała. Bo bez względu na to, ile będzie miała lat zawsze będzie
moim dzieckiem, a jej matką.
4
Playboy: Jak ci się udaje połączyć
pracę z macierzyństwem?
Whitney: Kiedy jestem w domu, poświęcam
się rodzinie. Kiedy jestem w pracy, poświęcam się muzyce. Pracy do
domu nie przynoszę, ale staram się zabierać rodzinę ze sobą do pracy.
Gdybym musiała dokonać wyboru: praca albo szkolne przedstawienie
mojego dziecka, na pewno zrezygnowałabym z pracy i poszła na przedstawienie.
Chcę aktywnie uczestniczyć w życiu mojej córki. Płyta to płyta, martwy
twór, a dziecko to istota ludzka. Płyta pojawia się na rynku i po
pewnym czasie znika, a dziecko rośnie, dojrzewa, rozwija się. Rodzina
jest na pierwszym miejscu. Jest o wiele ważniejsza od występów i
nagrywania.
5
Playboy: Producent David Foster
powiedział że jesteś jak "czystej krwi koń wyścigowy" -
wchodzisz do studia nagrywasz i wychodzisz. Czy zawsze wiesz, kiedy
nagranie wyjdzie ci najlepiej?
Whitney: Tak. I dlatego zbudowaliśmy
z mężem własne studio nagraniowe, które znajduje się nieopodal naszego
domu. Mieszkamy na jedenastu i pół akrach ziemi. Zbudowaliśmy na
tym terenie dwa domy, dla siebie i gości, oraz studio. Ilekroć czuje,
że jestem psychicznie gotowa do nagrania, że właśnie teraz piosenka
wyjdzie mi świetnie idę do studia. Tak jest wygodnie, a córeczka
jeżeli tylko ma ochotę może towarzyszyć mi w pracy.
6
Playboy: Podobno nową płytę nagrałaś
w rekordowo szybkim czasie. Ile to trwało?
Whitney: Chyba dwa i pół miesiąca.
Śpiew to dar od Boga. Żeby śpiewać nie wystarczy otworzyć ust. Muszę
być przygotowana - fizycznie, psychicznie, duchowo. Muszę naprawdę
czuć utwór. Czasem przerywam nagranie bo po prostu wiem, że czegoś
brakuje. Zdarza się że wracam następnego dnia i wtedy wszystko idzie
dobrze, a bywa, że przez dwa lata nic nie robię z piosenką, bo nie
znam - lub nie potrafię sobie wyobrazić - tego stanu emocjonalnego,
o którym mówią słowa. Bardzo ważne jest dla mnie, żebym wiedziała
o czym śpiewam.
7
Playboy: Powiedziałaś, że chcesz
odejść od utworów takich jak I will always love you. Dlaczego?
Whitney: Bo nastąpiła inna era
w muzyce. Hip - hop zawojował kraj. Podbił świat. Uwielbiam hip -
hop, bo daje ludziom ogromną możliwość wypowiedzenia się na różne
tematy. Ludzie chcą żyć hip - hopowo. Kiedy byłam w Japonii, widziałam
pełno dzieciaków, które wyglądają jak mali japońscy hip - hoperzy.
Hip - hop ogarnął cały świat i to jest fantastyczne. Zdobył tak wielką
popularność bo mówi o rzeczach konkretnych, a nie wymyślonych, o
rzeczach, które nas dotyczą, o tym, co się naprawdę dzieje, a nie
o czyichś fantazjach i marzeniach.
8
Playboy: Przy tej płycie byłaś
nie tylko wykonawczynią ale - wspólnie z szefem Aristy Clive 'm Daviesem
- również producentem.
Whitney: Łączenie funkcji producenta
i wykonawcy jest naprawdę trudne. Producent musi patrzeć na wszystko
zimnym, trzeźwym okiem, oceniać, analizować, sprawować kontrolę.
Razem z Clivem przejrzeliśmy miliony piosenek. Czasem kiedy mam natchnienie,
sama piszę i zdarza się, że coś z tego dalej wynika, ale głównie
jestem wokalistką, no i na szczęście potrafię nieźle interpretować
cudze teksty. Są ludzie którzy umieją napisać świetną piosenkę, inni
mają dar interpretacji. Producent powinien ich wyszukać, skrzyknąć
razem powiedzieć: ty umiesz to, ty tamto, razem stworzymy coś naprawdę
rewelacyjnego.
9
Playboy: Na singlu When you believe
z filmu Książę Egiptu śpiewasz w duecie z Mariah Carey. Piosenka
otrzymała nominację do Oscara. Jak się czujesz ?
Whitney: Zaszczycona. Serio. When
you believe jest niezwykła. Trafia do wszystkich niezależnie od wieku,
rasy, koloru skóry. Traktuje o nadziei, miłości, wierze. Kiedy ogarnia
nas smutek, kiedy cierpimy, musimy pamiętać o tym, ża na końcu czarnego
tunelu jest światełko. Że napewno się pojawi. Tylko nie wolno tracić
wiary. To piękne przesłanie i bardzo prawdziwe. Mariah czuła dokładnie
to samo. Świetnie się nam razem pracowało, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy.
10
Playboy: Odniosłaś sukces nie tylko
jako wokalistka, ale i jako aktorka. Czy zamierzasz jeszcze wystąpić
w jakimś filmie?
Whitney: Tak, i jestem z tego powodu
bardzo podniecona. Will Smith i ja pracujemy nad pewnym pomysłem.
Film ma tytuł Anything for you i będzie wyprodukowany przez nasze
firmy. Muzyka będzie odjazdowa.
11
Playboy: Podczas Mtv Movie Awards
przedstawiałaś Willa, który wjechał na scenę na koniu. Istne szaleństwo.
Czy to szaleństwo będzie widoczne również w waszym filmie?
Whitney: Na pewno. Będzie to komedia
romantyczna, a komedie romantyczne, w których występują Afro-Amerykanie,
nie zdarzają się często. Jestem przekonana, że wyjdzie nam naprawdę
wyjątkowy film. I nie mogę się doczekać, kiedy rozpoczniemy zdjęcia.
Na razie Will, który niedawno skończył kręcić poprzedni film, pracuje
ze scenarzystami, dyskutuje z nimi, wprowadza zmiany, poprawki.
12
Playboy: Po raz pierwszy od sześciu
lat wyruszyłaś w trasę koncertową po całym świecie. Jak się czujesz?
Whitney: Trochę jestem zdenerwowana.
Podczas tej trasy ludzie, którzy będą przychodzić na koncerty, zobaczą
dwie różne Whitney. Z jednej strony Whitney, która tryska energią
- bo taka jestem zarówno w życiu jak i na scenie - a z drugiej strony
Whitney spokojną, wyciszoną, taką, jak jestem kiedy śpiewam kołysanki
mojej córeczce.
13
Płayboy: Ostatni raz , kiedy widziałem
cię występującą na żywo, na scenę weszła twoja mama i zaśpiewała
z tobą fragment piosenki. Czy tym razem zobaczymy na scenie trzy
pokolenia rodziny? Ciebie, twoją mamę i córkę?
Whitney: Wszystko może się zdarzyć.
Mała jedzie ze mną w trasę, więc kto wie.
14
Playboy: Podobno kiedy nagrywałaś
My love is your love, twoja córka posprzeczała się z Wyclefem, bo
nie chciał jej słuchać?
Whitney: To było bardzo zabawne.
Czasem kiedy nagrywam mała siedzi ze mną w kabinie. Wie, że musi
być bardzo cicho i zwykle się nie odzywa słowem. Ale któregoś dnia
oświadczyła: "Mamusiu chcę z tobą zaśpiewać". Serce zaczęło
mi łomotać, bo dokładnie to samo powiedziałam kiedyś do mojej mamy.
Więc umówiłyśmy się, że ja śpiewam ileś zwrotek a potem ona mówi: "Śpiewaj
dalej mamusiu" i wtedy śpiewam kolejne zwrotki. Potem wyszłam
na chwile z kabiny, zostawiając córkę z Wyclefem. Zaczął jej radzić,
jak powinna powiedzieć swój tekst ale uparła się, że zrobi to po
swojemu. W ogóle nie chciała go słuchać.
15
Playboy: Na wideoklipach wyglądasz
niesamowicie młodo, świeżo, seksownie. Co cię inspiruje do pracy
nad sobą, nad swoim wyglądem?
Whitney: Nie co, a kto. Mój mąż
Bobby. Zachęca mnie, żebym była stale wyczulona na to co się wokół
dzieje, co się nosi, o czym miasto mówi i czym żyje. A żyje hip-hopem.
Jak już mówiłam hip - hop zawojował świat. Inna jest muzyka, inny
styl, inny rodzaj wypowiedzi. Bardziej prawdziwy, dosadny, wyrazisty,
taki prosto z ulicy. Potrafię się z tym identyfikować, bo jako dziecko
dorastałam w bardzo biednej rodzinie w blokach zamieszkanych przez
inne biedne rodziny. Poza Bobbym, który każe mi mieć oczy otwarte,
również ludzie, z którymi współpracuje, ciągle zwracają mi uwagę
na ciekawe rzeczy, które dzieją się dookoła. Chodzą po klubach, po
barach, potem dzielą się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami.
W pewnym sensie wszyscy, którymi się otaczam, stanowią dla mnie źródło
natchnienia.
16
Playboy: Masz rodzinę, odnosisz
sukcesy zawodowe. Jak to robisz? Zdradź nam swoją tajemnice.
Whitney: Po prostu wierzę w Boga.
Kiedy ma się wiarę, wszystko się w życiu dobrze układa.
17
Playboy: Wydałaś płytę, ruszasz
w trasę, znasz mnóstwo wykonawców. Powiedz, czy jest ktoś nieznany
lub mało znany, na kogo powinniśmy zwrócić uwagę?
Whitney: O tak. Na żeński zespół
składający się z pięciu pań, występujący pod nazwą Sunday. Moja asystentka
znalazła te dziewczyny w Newark, tam gdzie się urodziłam. Śpiewały
w chórze kościelnym. Są naprawdę świetne, a jakie mają głosy! Tylko
pozazdrościć. W tej chwili nagrywają płytę w Capitolu. Myślę, że
na przełomie lata i jesieni będzie o nich głośno.
18
Playboy: A ty jakie masz plany
na przyszłość? Czy są jeszcze jakieś wyzwania, którym zamierzasz
stawić czoło?
Whitney: Wychowanie dziecka to
wielkie i nieustające wyzwanie. Moja córka właśnie idzie do szkoły,
ma sześć lat. Jest to ten wiek, kiedy ja mówię "nie" a
ona mówi "tak". Ja mówię "włóż to", a ona "ja
wolę tamto". Próbuję ją uczyć różnych rzeczy, przekazywać jej
pewne wartości, a jednocześnie staram się ją chronić. Jest piekielnie
utalentowana śpiewa tańczy. Trochę mnie to przeraża. Na szczęście
mam oparcie w mojej mamie, która trzyma rękę na pulsie i pilnuje,
aby w naszym życiu panował porządek. W każdą sobotę wieczorem odwożę
córkę do babci, a ta w niedzielę rano zabiera małą do kościoła. To
już rytuał.
19
Playboy: Czy mając udane życie
osobiste i zawodowe, wciąż marzysz o tym, aby trafiać na pierwsze
miejsca list przebojów?
Whitney: Ma znaczenie. Każdy chce,
żeby ludzie go słuchali i kupowali jego płytę. Nie oszukujmy się,
przecież głownie o to chodzi. Ale nagrywając piosenkę nigdy nie myślę
o tym że chciałabym się znaleźć na liście przebojów. Raczej myślę
o tym aby trafić do serc słuchaczy. Zresztą żadne listy mnie nie
interesują, nie czytam ich. Czasem czytają je moi współpracownicy
i o czymś mi tam donoszą. Mnie co innego sprawia wielką frajdę -
kiedy ktoś podchodzi do mnie na ulicy i mówi do mnie słowami mojej
piosenki: It's not right but it's okay.
20
Playboy: Co czujesz kiedy jesteś
na scenie? Czy masz kontakt z publicznością?
Whitney: Och tak i jest to najwspanialsze
uczucie na świecie. Te wibracje, to wzajemne porozumienie. Bo ja
naprawdę kocham moją publiczność i wiem, że ona kocha mnie. Chcę
widzieć twarze, czuć emocje płynące z widowni. Specjalnie występuje
na mniejszych scenach i w mniejszych salach, żeby mieć bliższy kontakt
ze słuchaczami. Chcę , żeby oni widzieli, co mam na sobie i żeby
rozumieli to o czym śpiewam. Chcę żeby patrzyli na moją twarz, w
moje oczy i raz widzieli w nich radość, a raz ból. Bo to ważne .
Żeby sobie nawzajem coś szczerze przekazywać . |