PLAYBOY LISTOPAD 1999 NR 11
20 PYTAŃ

Piękna , utalentowana i zawsze na topie - oto najkrótsza charakterystyka Whitney Houston - jednej z największych gwiazd muzyki soul i pop, jakie kiedykolwiek koncertowały w Polsce. Uwielbiana przez fanów i dziennikarzy, którzy z lubością rozpisują się o jej kłopotach sercowych. Nie przypadkiem. Whitney nie należy do gwiazd, które odgradzają się od całego świata wielkim murem a ze swego życia prywatnego nie robi tajemnicy. W jednym z wywiadów, pytana o skandalizujący związek z Robyn Crawford, swoją przystojną asystentką oświadczyła;"Nie ma znaczenia czy jest się z panem czy z panią liczy się serce. To serce odegrało z pewnością ważną rolę w jej małżeństwie ze znanym raperem Bobbym Brownem. Bobby wielokrotnie zdradzał Whitney i w dodatku jak głosi hollywoodzka plotka, często ją bił. Mimo to piękna gwiazda nie zdecydowała się na rozwód i wspólnie z agresywnym raperem wychowuje córkę Bobbi Kristinę.
Jednak kronika towarzyska to zdecydowanie nie jedyne miejsce, w którym pisuje się o Whitney. Amerykańska piękność jest przede wszystkim piosenkarką. I to piosenkarką pierwszej wielkości. Swoją karierę zaczynała śpiewając z matką, gwiazdą muzyki gospel w nowojorskich kościołach. Jej debiutancka płyta "Whitney Houston" rozeszła się w nakładzie dwunastu milionów egzemplarzy. Film Bodyguard w którym artysce partnerował Kevin Costner, uważany jest za jeden z najlepszych w swoim gatunku, a płyta na której znalazł się śpiewany w fimie przebój "I will always love you", pobiła wszelkie rekordy popularności (nie wyłączając legendarnych The Beatels). Na kupno tego albumu zdecydowało się aż 33 miliony wielbicieli jej talentu! Po kilku latach przerwy Whitney triumfalnie wrółciła na szczyty. Tyle że nie wróciła już jako ponętna gwiazdka soul. Na nagranej w 1998 roku płycie My love is your love znalazły się utwory całkowicie profesjonalne, a zamiast motywu "kochajmy się i trzymajmy za ręce" pojawiło się przesłanie dużo poważniejsze: "kochajmy się wbrew wszystkiemu". Mimo zdecydowanego podniesienia poprzeczki intelektualnej, nowa płyta już dziś ma status pięciokrotnej platyny.
I właśnie z tym albumem w walizce Whitney ruszyła na podbój Europy. Przyjęty owacyjną na stojąco koncert na tegorocznym festiwalu w Sopocie zaingurował jej wielką trasę koncertową. W planach gwiazdy znalazły się też Niemcy, Austria, Szwajcaria, Wielka Brytania, Francja, Czechy, Finlandia, Rosja i Ukraina. A później? A później będzie już tylko coraz lepiej. Zwłaszcza że na popularności artystce nie zbywa. Nawet dość wybredna sopocka publiczność nie poczuła się zawiedziona kiedy Whitney wpadła do Opery Leśnej prosto z samolotu, spóźniona o czterdzieści minut i w dodatku ubrana w podróżne dżinsy i ciepły czarny golf.
Panie i panowie. Przedstawiamy jedną z największych gwiazd estrady lat dziewięćdziesiątych. Whitney Houston!

1

Playboy: Twoja najnowsza płyta My love is your love zawiera bardzo różnorodne utwory, przy jej nagraniu współpracowało z tobą wielu znakomitych artystów.

Whitney: Od kilku lat robiłam rożna rzeczy, filmy, ścieżki dźwiękowe, cały czas byłam zajęta. Wreszcie przyszło mi do głowy, że pora nagrać płytę. Wezwałam swoją asystentkę i kazałam się jej rozejrzeć, znaleźć mi najlepszych, najbardziej utalentowanych ludzi. I tą śmietanką są Missy Elliot, Wyclef Jean, Rodney Jerkins, David Foster, Dianne Warren, Babyface, Lauryn Hill, Faith Evans i Kelly Price. Lepiej być nie może. Od dawna marzyłam o czymś takim w końcu nadarzyła się okazja. Spytałam tych wszystkich świetnych wokalistów, czy nie pomogliby mi nagrać płyty a oni zgodzili się w dodatku z wielkim entuzjazmem, co mnie szalenie ucieszyło. Są bardzo młodzi jeśli chodzi o wiek - Rodney Jerkins nie ma jeszcze 21 lat - ale bardzo dojrzali duchowo. Znają się na muzyce nie tylko współczesnej ale i dawniejszej. Tej która istniała i była popularna, zanim oni pojawili się na świecie.

2

Playboy: Jak wam się układała współpraca?

Whitney: Babyface i ja znamy się tyle lat, że właściwie jesteśmy jak rodzina. Dużo się śmiejemy, dużo gadamy, dużo wygłupiamy. Możemy spędzić w studio cały dzień , ale z tego na pracę przypadnie tylko pięć godzin. Oboje jesteśmy jednak profesjonalistami i perfekcjonalistami, więc te pięć godzin pracujemy intensywnie a potem basta. Z koleji Missy Elliot poznałam dopiero niedawno, ale bardzo się z nią zaprzyjaźniłam, bo to sympatyczna i piekielnie zdolna młoda osoba, która dokładnie wie czego chce. Uchodzę w tej branży za weterankę, ale ogromnie mi się podobało, że na Missy nie robiło to żadnego wrażenia. Nie bała się mnie, nie czuła się mną onieśmielona. Mówiła na przykład "Słuchaj Whitney, a może byś zrobiła to zmieniła tamto". To było wspaniałe.

3

Playboy: Część utworów na nowej płycie to piosenki w twoim dawnym stylu, inne mają znacznie nowocześniejsze brzmienie. Które lubisz najbardziej?

Whitney: Uwielbiam If I told you that. Lubię też I learned from the best, Until you come back jest utworem, który chwyta za serce, ale najbardziej ze wszystkich kocham You ' ll never stand alone. Śpiewałam i ciągle śpiewam to mojej córeczce. Jest to piosenka dla niej. Pamiętam, że nagrywając utwór powtarzałam sobie: nigdy nie pozwolę, aby moja córka cierpiała, zawsze przy niej będę stała. Bo bez względu na to, ile będzie miała lat zawsze będzie moim dzieckiem, a jej matką.

4

Playboy: Jak ci się udaje połączyć pracę z macierzyństwem?

Whitney: Kiedy jestem w domu, poświęcam się rodzinie. Kiedy jestem w pracy, poświęcam się muzyce. Pracy do domu nie przynoszę, ale staram się zabierać rodzinę ze sobą do pracy. Gdybym musiała dokonać wyboru: praca albo szkolne przedstawienie mojego dziecka, na pewno zrezygnowałabym z pracy i poszła na przedstawienie. Chcę aktywnie uczestniczyć w życiu mojej córki. Płyta to płyta, martwy twór, a dziecko to istota ludzka. Płyta pojawia się na rynku i po pewnym czasie znika, a dziecko rośnie, dojrzewa, rozwija się. Rodzina jest na pierwszym miejscu. Jest o wiele ważniejsza od występów i nagrywania.

5

Playboy: Producent David Foster powiedział że jesteś jak "czystej krwi koń wyścigowy" - wchodzisz do studia nagrywasz i wychodzisz. Czy zawsze wiesz, kiedy nagranie wyjdzie ci najlepiej?

Whitney: Tak. I dlatego zbudowaliśmy z mężem własne studio nagraniowe, które znajduje się nieopodal naszego domu. Mieszkamy na jedenastu i pół akrach ziemi. Zbudowaliśmy na tym terenie dwa domy, dla siebie i gości, oraz studio. Ilekroć czuje, że jestem psychicznie gotowa do nagrania, że właśnie teraz piosenka wyjdzie mi świetnie idę do studia. Tak jest wygodnie, a córeczka jeżeli tylko ma ochotę może towarzyszyć mi w pracy.

6

Playboy: Podobno nową płytę nagrałaś w rekordowo szybkim czasie. Ile to trwało?

Whitney: Chyba dwa i pół miesiąca. Śpiew to dar od Boga. Żeby śpiewać nie wystarczy otworzyć ust. Muszę być przygotowana - fizycznie, psychicznie, duchowo. Muszę naprawdę czuć utwór. Czasem przerywam nagranie bo po prostu wiem, że czegoś brakuje. Zdarza się że wracam następnego dnia i wtedy wszystko idzie dobrze, a bywa, że przez dwa lata nic nie robię z piosenką, bo nie znam - lub nie potrafię sobie wyobrazić - tego stanu emocjonalnego, o którym mówią słowa. Bardzo ważne jest dla mnie, żebym wiedziała o czym śpiewam.

7

Playboy: Powiedziałaś, że chcesz odejść od utworów takich jak I will always love you. Dlaczego?

Whitney: Bo nastąpiła inna era w muzyce. Hip - hop zawojował kraj. Podbił świat. Uwielbiam hip - hop, bo daje ludziom ogromną możliwość wypowiedzenia się na różne tematy. Ludzie chcą żyć hip - hopowo. Kiedy byłam w Japonii, widziałam pełno dzieciaków, które wyglądają jak mali japońscy hip - hoperzy. Hip - hop ogarnął cały świat i to jest fantastyczne. Zdobył tak wielką popularność bo mówi o rzeczach konkretnych, a nie wymyślonych, o rzeczach, które nas dotyczą, o tym, co się naprawdę dzieje, a nie o czyichś fantazjach i marzeniach.

8

Playboy: Przy tej płycie byłaś nie tylko wykonawczynią ale - wspólnie z szefem Aristy Clive 'm Daviesem - również producentem.

Whitney: Łączenie funkcji producenta i wykonawcy jest naprawdę trudne. Producent musi patrzeć na wszystko zimnym, trzeźwym okiem, oceniać, analizować, sprawować kontrolę. Razem z Clivem przejrzeliśmy miliony piosenek. Czasem kiedy mam natchnienie, sama piszę i zdarza się, że coś z tego dalej wynika, ale głównie jestem wokalistką, no i na szczęście potrafię nieźle interpretować cudze teksty. Są ludzie którzy umieją napisać świetną piosenkę, inni mają dar interpretacji. Producent powinien ich wyszukać, skrzyknąć razem powiedzieć: ty umiesz to, ty tamto, razem stworzymy coś naprawdę rewelacyjnego.

9

Playboy: Na singlu When you believe z filmu Książę Egiptu śpiewasz w duecie z Mariah Carey. Piosenka otrzymała nominację do Oscara. Jak się czujesz ?

Whitney: Zaszczycona. Serio. When you believe jest niezwykła. Trafia do wszystkich niezależnie od wieku, rasy, koloru skóry. Traktuje o nadziei, miłości, wierze. Kiedy ogarnia nas smutek, kiedy cierpimy, musimy pamiętać o tym, ża na końcu czarnego tunelu jest światełko. Że napewno się pojawi. Tylko nie wolno tracić wiary. To piękne przesłanie i bardzo prawdziwe. Mariah czuła dokładnie to samo. Świetnie się nam razem pracowało, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy.

10

Playboy: Odniosłaś sukces nie tylko jako wokalistka, ale i jako aktorka. Czy zamierzasz jeszcze wystąpić w jakimś filmie?

Whitney: Tak, i jestem z tego powodu bardzo podniecona. Will Smith i ja pracujemy nad pewnym pomysłem. Film ma tytuł Anything for you i będzie wyprodukowany przez nasze firmy. Muzyka będzie odjazdowa.

11

Playboy: Podczas Mtv Movie Awards przedstawiałaś Willa, który wjechał na scenę na koniu. Istne szaleństwo. Czy to szaleństwo będzie widoczne również w waszym filmie?

Whitney: Na pewno. Będzie to komedia romantyczna, a komedie romantyczne, w których występują Afro-Amerykanie, nie zdarzają się często. Jestem przekonana, że wyjdzie nam naprawdę wyjątkowy film. I nie mogę się doczekać, kiedy rozpoczniemy zdjęcia. Na razie Will, który niedawno skończył kręcić poprzedni film, pracuje ze scenarzystami, dyskutuje z nimi, wprowadza zmiany, poprawki.

12

Playboy: Po raz pierwszy od sześciu lat wyruszyłaś w trasę koncertową po całym świecie. Jak się czujesz?

Whitney: Trochę jestem zdenerwowana. Podczas tej trasy ludzie, którzy będą przychodzić na koncerty, zobaczą dwie różne Whitney. Z jednej strony Whitney, która tryska energią - bo taka jestem zarówno w życiu jak i na scenie - a z drugiej strony Whitney spokojną, wyciszoną, taką, jak jestem kiedy śpiewam kołysanki mojej córeczce.

13

Płayboy: Ostatni raz , kiedy widziałem cię występującą na żywo, na scenę weszła twoja mama i zaśpiewała z tobą fragment piosenki. Czy tym razem zobaczymy na scenie trzy pokolenia rodziny? Ciebie, twoją mamę i córkę?

Whitney: Wszystko może się zdarzyć. Mała jedzie ze mną w trasę, więc kto wie.

14

Playboy: Podobno kiedy nagrywałaś My love is your love, twoja córka posprzeczała się z Wyclefem, bo nie chciał jej słuchać?

Whitney: To było bardzo zabawne. Czasem kiedy nagrywam mała siedzi ze mną w kabinie. Wie, że musi być bardzo cicho i zwykle się nie odzywa słowem. Ale któregoś dnia oświadczyła: "Mamusiu chcę z tobą zaśpiewać". Serce zaczęło mi łomotać, bo dokładnie to samo powiedziałam kiedyś do mojej mamy. Więc umówiłyśmy się, że ja śpiewam ileś zwrotek a potem ona mówi: "Śpiewaj dalej mamusiu" i wtedy śpiewam kolejne zwrotki. Potem wyszłam na chwile z kabiny, zostawiając córkę z Wyclefem. Zaczął jej radzić, jak powinna powiedzieć swój tekst ale uparła się, że zrobi to po swojemu. W ogóle nie chciała go słuchać.

15

Playboy: Na wideoklipach wyglądasz niesamowicie młodo, świeżo, seksownie. Co cię inspiruje do pracy nad sobą, nad swoim wyglądem?

Whitney: Nie co, a kto. Mój mąż Bobby. Zachęca mnie, żebym była stale wyczulona na to co się wokół dzieje, co się nosi, o czym miasto mówi i czym żyje. A żyje hip-hopem. Jak już mówiłam hip - hop zawojował świat. Inna jest muzyka, inny styl, inny rodzaj wypowiedzi. Bardziej prawdziwy, dosadny, wyrazisty, taki prosto z ulicy. Potrafię się z tym identyfikować, bo jako dziecko dorastałam w bardzo biednej rodzinie w blokach zamieszkanych przez inne biedne rodziny. Poza Bobbym, który każe mi mieć oczy otwarte, również ludzie, z którymi współpracuje, ciągle zwracają mi uwagę na ciekawe rzeczy, które dzieją się dookoła. Chodzą po klubach, po barach, potem dzielą się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami. W pewnym sensie wszyscy, którymi się otaczam, stanowią dla mnie źródło natchnienia.

16

Playboy: Masz rodzinę, odnosisz sukcesy zawodowe. Jak to robisz? Zdradź nam swoją tajemnice.

Whitney: Po prostu wierzę w Boga. Kiedy ma się wiarę, wszystko się w życiu dobrze układa.

17

Playboy: Wydałaś płytę, ruszasz w trasę, znasz mnóstwo wykonawców. Powiedz, czy jest ktoś nieznany lub mało znany, na kogo powinniśmy zwrócić uwagę?

Whitney: O tak. Na żeński zespół składający się z pięciu pań, występujący pod nazwą Sunday. Moja asystentka znalazła te dziewczyny w Newark, tam gdzie się urodziłam. Śpiewały w chórze kościelnym. Są naprawdę świetne, a jakie mają głosy! Tylko pozazdrościć. W tej chwili nagrywają płytę w Capitolu. Myślę, że na przełomie lata i jesieni będzie o nich głośno.

18

Playboy: A ty jakie masz plany na przyszłość? Czy są jeszcze jakieś wyzwania, którym zamierzasz stawić czoło?

Whitney: Wychowanie dziecka to wielkie i nieustające wyzwanie. Moja córka właśnie idzie do szkoły, ma sześć lat. Jest to ten wiek, kiedy ja mówię "nie" a ona mówi "tak". Ja mówię "włóż to", a ona "ja wolę tamto". Próbuję ją uczyć różnych rzeczy, przekazywać jej pewne wartości, a jednocześnie staram się ją chronić. Jest piekielnie utalentowana śpiewa tańczy. Trochę mnie to przeraża. Na szczęście mam oparcie w mojej mamie, która trzyma rękę na pulsie i pilnuje, aby w naszym życiu panował porządek. W każdą sobotę wieczorem odwożę córkę do babci, a ta w niedzielę rano zabiera małą do kościoła. To już rytuał.

19

Playboy: Czy mając udane życie osobiste i zawodowe, wciąż marzysz o tym, aby trafiać na pierwsze miejsca list przebojów?

Whitney: Ma znaczenie. Każdy chce, żeby ludzie go słuchali i kupowali jego płytę. Nie oszukujmy się, przecież głownie o to chodzi. Ale nagrywając piosenkę nigdy nie myślę o tym że chciałabym się znaleźć na liście przebojów. Raczej myślę o tym aby trafić do serc słuchaczy. Zresztą żadne listy mnie nie interesują, nie czytam ich. Czasem czytają je moi współpracownicy i o czymś mi tam donoszą. Mnie co innego sprawia wielką frajdę - kiedy ktoś podchodzi do mnie na ulicy i mówi do mnie słowami mojej piosenki: It's not right but it's okay.

20

Playboy: Co czujesz kiedy jesteś na scenie? Czy masz kontakt z publicznością?

Whitney: Och tak i jest to najwspanialsze uczucie na świecie. Te wibracje, to wzajemne porozumienie. Bo ja naprawdę kocham moją publiczność i wiem, że ona kocha mnie. Chcę widzieć twarze, czuć emocje płynące z widowni. Specjalnie występuje na mniejszych scenach i w mniejszych salach, żeby mieć bliższy kontakt ze słuchaczami. Chcę , żeby oni widzieli, co mam na sobie i żeby rozumieli to o czym śpiewam. Chcę żeby patrzyli na moją twarz, w moje oczy i raz widzieli w nich radość, a raz ból. Bo to ważne . Żeby sobie nawzajem coś szczerze przekazywać .